Faszerowane jajka (przysmak Dziadka Sylwiona)


Słońce ledwo musnęło wierzchołki wiekowych dębów, gdy mała elfka Miriol przeciągnęła się na swoim posłaniu z miękkiego mchu i utkanych przez pająki jedwabnych nici. 
W jej pokoju unosił się zapach rosy i nocnych kwiatów, które właśnie zamykały swoje kielichy. 
Chociaż dzień wstał piękny i słoneczny, Miriol zupełnie nie miała nastroju.
Mama jest zajęta, tata wyjechał, więc pozostaje chyba tylko sprawdzić, co dzieje się w magicznym lesie.

,,Te ptaki zupełnie nie umieją śpiewać! tylko skrzeczą!" - oburzyła się w myślach na dźwięk porannych świergotów w lesie.
,,Ileż można płynąć i płynąć, to strasznie nudne" - myślała o wodzie w strumyku.
,,Moje włosy są takie matowe" - kiedy zerknęła na końce swoich złocistych warkoczy.

Ech, wszystko dziś wydaje się Miriol niejakie.


Nagle, pośród szmaragdowej gęstwiny, tuż nad srebrzystym, rozśpiewanym strumieniem, rozdarła się zasłona leśnej ciszy, a oczom Miriol ukazał się elficki powóz pocztowy, zaprzężony w dostojne, królewskie jelenie.


To znaczało jedno: przyszedł list!


- Mamo! Mamo! Przyszedł list od Dziadka Sylwiona! - wołała podekscytowania Miriol, biegnąc w stronę domu, który wszyscy nazywali Złotym Dworem.

Mama była zajęta tkaniem, ale usłyszawszy radosne okrzyki córki, wyszła jej naprzeciw. Razem otworzyły list.



"Moi Najdrożsi,
Słyszę już, jak wiatr zmienia pieśń w koronach dębów, a to znak, że czas najwyższy rozprostować stare kości i Was odwiedzić. Spakowałem już zapas jagodowego miodu i parę nowych opowieści, które szepczą strumienie.
Spodziewajcie się mnie, gdy Księżyc wejdzie w kwadrę (czyli w najbliższy wtorek). Przybędę wraz z ostatnim powiewem porannej mgły. 
Z miłością,
Sylwion.
P.S. Nie zapomnijcie o jajkach. Wiecie których. Tych najlepszych.”
Dziadek Sylwion uwielbiał faszerowane jajka, które robiła Serena, jego córka, a mama Miriol. 


Jeszcze tego samego popołudnia mama zabrała się za szykowanie swoich słynnych faszerowanych jajek.
Miriol, z radosnym błyskiem w oczach aż wspięła się na palce, by śledzić każdy ruch mamy. Mała elfka nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, bo widok jajek rytmicznie podskakujących w bulgoczącej wodzie wydawał jej się najbardziej fascynującym tańcem na świecie.
„Dziadek Sylwion na pewno poczuje się silny jak dąb!” – pomyślała, radośnie przytupując bosymi stópkami o kuchenną podłogę. Dla niej to nie było zwykłe gotowanie, a czysta magia przygotowywana z miłością dla ukochanego dziadka.

Następnego dnia Serena wyszła po swojego ojca jeszcze przed świtem, kiedy Mirin spała.


Gdy Mirion się obudziła i dopadła dziadka, rzuciła mu się na szyję z taką energią, że stary elf ledwo utrzymał równowagę, śmiejąc się serdecznie.

 
Mirion promieniała – jej oczy błyszczały niczym gwiazdy w pełni lata, a na policzkach wykwitły rumieńce czystej, nieskrępowanej euforii. Dla niej w tej chwili cały las wiwatował wraz z nią, bo przyjazd Sylwiona oznaczał nie tylko powrót ukochanych opowieści, ale przede wszystkim obecność kogoś, kto był dla niej żywym pomostem do magii dawnych lat.

A kiedy Sylwion  zasiadł przy stole przed pełnym półmiskiem pysznych jajek,  śmiech rozbrzmiewał w całym domu. 


W tym miejscu koniecznie trzeba opowiedzieć, jak to wygląda, kiedy Dziadek Sylwion zasiada do półmiska uwielbianych jajek.

Sylwion nie gryzie ot tak. On najpierw mruży oczy i bada strukturę farszu pod kątem obecności szczypiorku. Jeśli koperek jest krzywo ułożony, poprawia go małym palcem z precyzją zegarmistrza.

Dziadek wyznaje zasadę, że połowa jajka to jednostka niepodzielna. Rozdziawia buzię szerzej niż smok pilnujący złota i... chlup. Jajko znika w czeluściach jego elfiej brody.

W trakcie przeżuwania Sylwion wydaje z siebie pomruki zadowolenia, które brzmią jak połączenie mruczenia kota z szelestem jesiennych liści. Kiedy trafi na majonez idealnej gęstości, jego uszy drgają rytmicznie w górę i w dół.

A kiedy w końcu na talerzu zostaje ostatnia sztuka, Sylwion nagle zaczyna opowiadać niesamowitą historię o bitwie pod Starą Olchą, tylko po to, by odwrócić uwagę reszty rodziny i zgarnąć ostatnie jajko „dla zdrowotności”

Na koniec zawsze ociera wąsy z resztek farszu i stwierdza z powagą: „Dobre, ale w trzysta czternastym roku przed erą paproci dawali jeszcze chrzanu!”



Jeśli masz ochotę na te uwielbiane przez Dziadka jajka, przeczytaj co poniżej.



Żeby zrobić faszerowane jajka, potrzebujesz:

kilka dużych jajek, ugotowanych na twardo

dobrej jakości majonez

musztarda Dijon

odrobina soku z cytryny

sól i pieprz

posiekany szczypiorek

wędzona słodka papryka

Jak przygotować?

Zacznij od ugotowania jajek na twardo, a potem je ostudź.

Ostrożnie je obierz, i przekrój ostrym nożem na dwie połówki.

Delikatnie wyjmij żółtka i przełóż je do miski.

Do żółtek dodaj trochę majonezu i musztardy (uwaga, nie przesadź zwłaszcza z ostrą musztardą) - tyle żeby po wymieszaniu powstała gładka pasta.

Dopraw pastę wg uznania solą i pieprzem, oraz wędzoną papryką. 
Możesz dodać też do niej posiekany szczypiorek.

Wypełnij jajka pastą, oprósz papryką, możesz też posypać je szczypiorkiem.


Komentarze