Warto pochylić się nad pochodzeniem tego wspaniałego jadła, bo choć taka nazwa się utarła w ludzkim świecie, to tak naprawdę powinna brzmieć zupełnie inaczej....
Wieki temu, gdy te dęby, dziś sięgające chmur, były ledwie kruchymi sadzonkami w cieniu swych ojców, żył dostojny Elendaril.
Był kucharzem nad kucharze, a Jego imię wiatry niosły od lśniących wybrzeży aż po mroczne szczyty gór.
Każdy w Krainie Mchu i Paproci wiedział, kto zacz, a i w dalekich ostępach Wiecznej Puszczy o Nim słyszano.
Dłonie Elendarila nigdy nie dzierżyły miecza, lecz miały moc kształtowania darów ziemi. Jak nikt inny znał On imię każdego ziarna i wiedział, o czym marzy woda w strumieniu.
To co wychodziło spod Jego rąk to nie było zwykłe jedzenie! To była sama esencja smaku lasu!
Któregoś razu Elendaril miał zgotować ucztę dla Niezłomnego Arandura, który wrócił właśnie z Krainy Obsydianowego Pustkowia po zwycięstwie nad dumnym Klanem Ognistych Smoków.
Przez stulecia smoki napadały Krainę Mchu i Paproci siejąc strach i spustoszenie. Arandur z zastępem walecznych rycerzy pogromił tę nikczemną rasę i odniósł zwycięstwo, zapewniwszy spokój na elfickich ziemiach.
Na jego właśnie cześć wydano ucztę, na której tyle było wspaniałego jadła i napojów, że nawet nikt z Rady Mędrców takiej biesiady nie pamiętał.
Jednym z dań był doskonały placek z leśnych ziemniaków, chrupiący a jednocześnie delikatny; smakował jak zamknięta w złocistej skorupce esencja darów ziemi.
Do niego Elendaril podał wyborny gulasz z mięsiwa i warzyw.
Mięso, dar puszczy, było się tak kruche, że rozpływało się na języku. Doskonale uzupełnione słodyczą warzyw i nasycone aromatem jałowca i dzikiego tymianku, syciło i rozgrzewało.
Do tego Mistrz zaserwował śmietanę, gęstą i gładką niczym aksamitny pocałunek.
Jak nic innego - choć uwierz, stoły były suto zastawione - placek ten posmakował Niezłomnemu Arandurowi. Nie raz, a dwa zawołał o dokładkę, i jeszcze następnego dnia wspominał doskonały smak i kunszt tego dania.
To jest prawdziwa historia o tejże wspaniałej jedzy, i teraz i Ty, Człowiecze, opowiadaj ją na swojej ziemi.
Przepis Elendarila przetrwał wieki, spisywany i przekazywany z pokolenia na pokolenie, jednak zupełnie zagubiło się jego pochodzenie.
Aż w pewnym czasie trafił do ludzi, i pozostał jako ulubiona strawa u Starożytnych Celtów. Współcześni, którzy używają tej ziemi, nazwali go plackiem po węgiersku, nad czym ubolewa każda elficka dusza, bo w ten sposób ginie pamięć o dostojnym Elendarilu.
Proszę Cię więc, Śmiertelny, z szacunku dla Mistrza nazywaj to doskonałe danie Plackiem Elendarila.



Komentarze
Prześlij komentarz