Rankiem Miriol wyruszyła ścieżką wzdłuż lasu. Szła do sąsiedniej wsi, do cioci Aurieli.
Ciocia szyła dla dziewczynki piękną narzutę na łóżko, i Miriol chciała trochę przy tym pomóc.
Dzień wstał piękny, i choć słonko było jeszcze dość nisko, ale już ogrzewało i rozświetlało swoim blaskiem korony drzew. Zapach trawy mieszał się z zapachem sosen, promienie słońca przebijały się ku ziemi tworząc migotliwą mozaikę światła i cienia.
Miriol na ramieniu niosła torbę z wędzonym boczkiem. To podarunek Mamy Miriol dla cioci Aurieli.
Oj, nie był to zwyczajny boczek. Ten pachniał tak, że mieszkańcy lasu wyglądali z zaciekawieniem, zwabieni utkanym z dymu i ognia aromatem.
Ta składała się z mnóstwa kolorowych kwadracików, które trzeba było skrzętnie połączyć.
Igła w rękach cioci sunęła szybko i zwinnie, a Auriela nuciła przy pracy:
„Zieleń z polany, błękit z jeziora,
na tę narzutę przyszła już pora!
Kwadrat czerwony jak leśna jagoda,
każdy ścieg prosty – to dla nas wygoda.
na tę narzutę przyszła już pora!
Kwadrat czerwony jak leśna jagoda,
każdy ścieg prosty – to dla nas wygoda.
Dla małej Miriol miękka osłona,
z samych kolorów dziś wypleciona.
Tu żółty promyk, tam fiolet wrzosu,
wszywam w nią szczęście i zapach losu.
z samych kolorów dziś wypleciona.
Tu żółty promyk, tam fiolet wrzosu,
wszywam w nią szczęście i zapach losu.
Śmigaj, igiełko, przez jasne płótno,
by pod tą kołdrą nie było smutno!
Gdy Miriol zaśnie, sny kolorowe
spłyną na łóżko i na jej głowę!”
by pod tą kołdrą nie było smutno!
Gdy Miriol zaśnie, sny kolorowe
spłyną na łóżko i na jej głowę!”
Kiedy Miriol dotarła do Hwiderynu, przysiółku w pobliżu brzozowego gaju, w którym mieszkała ciocia i Jej rodzina, nastał już środek dnia. To był czas szykowania nehwad, czyli obiadu.
Dziś ciocia zaplanowała pyszne kluseczki z ziemniaków - leśne grudki, zwane potocznie kopytkami. Ugotowała już ziemniaki, i teraz smaży skwarki z boczku (tego od Mamy Miriol) razem z cebulką, a w kuchni unosi się apetyczna, ciepła mgiełka.
Ciocia w czasie gotowania dokładnie opowiada Miriol, co robi
Potrzebne będą:
1 kg ziemniaków
200 g mąki pszennej
1 jajko
1 łyżeczka soli
Co i jak, po kolei:
Ziemniaki obierz, pokrój na mniejsze kawałki, i ugotuj w osolonej wodzie do miękkości.
Dokładnie je odcedź i od razu rozgnieć na gładkie puree, a potem odstaw do wystygnięcia.
Do zimnych ziemniaków dodaj szczyptę soli, jajko oraz mąkę, i zagnieć ciasto.
Uwaga, nie zagniataj go zbyt długo, bo będzie robiło się coraz rzadsze. Tylko tyle, żeby składniki się połączyły, i by ciasto było gładkie.
Teraz możesz podzielić ciasto na kilka mniejszych kawałków.
Z każdego uformuj wałeczek grubości 2 cm, zrób to na stolnicy podsypanej mąką.
Potem każdy wałeczek potnij na kluseczki .
Gotowe kluseczki wrzuć na osolony wrzątek, i gotuj 3-4 minuty od czasu, kiedy wypłyną na powierzchnię.
Wtedy wyjmij je łyżką cedzakową i wyłóż na talerz.
W czasie gotowania delikatnie pomieszaj kopytka drewnianą łyżką, żeby się nie skleiły.
Możesz podać je jak ciocia Auriela: ze skwarkami z boczku i ze smażoną cebulką.
Smacznego!







Komentarze
Prześlij komentarz