Apteka Aariena


Las oddychał głęboko, nasycony wilgocią wiosennego zmierzchu. Aarien stał na progu swojej chaty, patrząc, jak słońce chowa się za horyzontem, ustępując miejsca pierwszej gwieździe. Wiedział, że dzisiejsza noc będzie inna – niebo było krystalicznie czyste, a powietrze stało tak nieruchomo, jakby sam las wstrzymał oddech w oczekiwaniu.


Z chwilą, gdy elf przyjął na swe barki los opiekuna Lasu, w jego piersi rozkwitło pragnienie stworzenia żywej apteki. Marzył o miejscu, gdzie pod dachem z mchu każde cierpienie znajdzie swój kojący lek.


W starożytnej księdze było mnóstwo receptur na wszelkiego rodzaju napary, maści i leki; od kilku tygodni - gdy tylko miał wolną chwilę - Aarien odważał różne zioła i nasiona, ucierał, mieszał i gotował. Często pomagała mu z tym Idril, dzięki czemu na półkach jego spiżarni stało już całkiem sporo różnych fiolek i słoiczków z gotowymi specyfikami – od srebrzystych kropli przywracających blask zmętniałym oczom starych sów, po gęste, szmaragdowe maści, które w jedną noc goiły nadszarpnięte skrzydła motyli. Nie zabrakło tam również wonnych ekstraktów kojących ból poranionych lisich łapek. Każde naczynie skrywało cząstkę jego troski, gotową nieść ratunek każdemu mieszkańcowi kniei.

Dziś w nocy chciał zdobyć składnik, który był niezbędny do przygotowania Gwiezdnego Napoju - mitycznego czarodziejskiego płynu, który ma ogromną moc leczenia - elfów, zwierząt i roślin. Tego składnika nie można znaleźć w żadnej spiżarni: to pyłek Księżycowej Sasanki. Te kwiaty otwierały swoje płatki tylko raz w roku, gdy księżyc znajdował się w konkretnej kwadrze, i więdły wraz z pierwszym promieniem świtu. Przepis na ten wyjątkowy lek był w starożytnej księdze, lecz bez sasankowego pyłku był bezużyteczny. 

Aarien ruszył w mrok. Pod jego stopami miękki dywan mchu tłumił każdy krok. Poruszał się zwinnie, omijając wystające korzenie, które w ciemności przypominały śpiące węże. W sercu czuł dziwny spokój – odkąd został Strażnikiem Lasu, mrok przestał być dla niego groźny; stał się domem.
"Ten napój ostatnio warzono tutaj, gdy żył Eldarsil" - pomyślał Aarien - "Ciekawe, czy Las pamięta jeszcze jego smak"
Po godzinie marszu dotarł na Polanę Srebrnych Cieni. Tam, pośród wysokich paproci, dostrzegł delikatne, błękitne lśnienie. Kwiaty pulsowały rytmicznie, emitując chłodne światło. Aarien ukląkł przed nimi i srebrnym pędzelkiem zaczął zbierać pyłek do kryształowego flakonu. Każde dotknięcie pędzelka uwalniało zapach świeżego deszczu i ozonu.
Po powrocie do chaty Aarien  wyciągnął ze spiżarni ciężki, gliniany gąsior wypełniony miodem z pasieki leśnych pszczół, które zbierały nektar z najstarszych lip. Miód był gęsty, o barwie ciemnego bursztynu. Dodał do niego krystaliczną wodę ze Srebrzystego Strumienia, a na koniec, szepcząc słowa starego błogosławieństwa, wsypał zebrany pyłek.
Gdy tylko lśniące drobinki dotknęły powierzchni miodu, płyn zawirował. W gąsiorze zaczęły tańczyć malutkie iskry, przypominające miniaturową galaktykę zamkniętą w naczyniu.
Aarien usiadł przy stole, opierając głowę na dłoniach. Patrzył na pracujący napój, który cicho mruczał, uwalniając bąbelki gazu.
"Samotność Strażnika jest złudzeniem" – pomyślał, uśmiechając się do siebie. – "Nawet gdy jestem tu sam, czuję bicie serca każdego liścia i wsparcie tych, którzy we mnie wierzą ".
Gwiezdny Napój potrzebował czasu, by w pełni dojrzeć, ale Aarien już teraz był szczęśliwy wiedząc, że zdobył do swojej apteki lek o wielkiej mocy.

Komentarze