Czarodziejski płaszcz

Poranek w Lesie z Mchu i Paproci nastał wraz z mocnym, wiosennym deszczem. Padało tak, że w miejscu ścieżek płynęły strumienie, a wszystkie kwiaty i liście pochylały się pod ciężkimi kroplami. 

W oknie Domu Pod Wiązami Miriol od godziny siedziała przy oknie, licząc krople spływające po szybie. Sylwion czytał starą kronikę, a Etta, widząc lekko zgaszoną minę dziewczynki, klasnęła w dłonie.
— Miriol, kochanie, dosyć tego wypatrywania słońca! Mam pomysł. Co powiesz na wyprawę na do starej szafy mojej babki?

Oczy Miriol rozbłysły. Szafa babci Etty była legendarna — wykonana z ciemnego drewna dębu, ciężka, rzeźbiona i w oczach dziewczynki tak wielka, że mogłaby pomieścić połowę mieszkańców lasu.
Kiedy otworzyły ciężkie drzwi, ze środka wydobył się zapach lawendy, wysuszonej żywicy i dalekich krain. To tutaj przechowywano ubrania podróżne, w których przodkowie Etty przemierzali góry i doliny.
- Możesz mierzyć wszystko, co tylko zechcesz - zaśmiała się Etta, siadając na kufrze.
Miriol nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zaczęła od grubego, wełnianego płaszcza w kolorze mchu. Gdy go założyła, materiał ciągnął się za nią jak królewski tren, a rękawy zwisały dobre dziesięć centymetrów poniżej jej dłoni.
- Patrzcie! Jestem wędrownym pagórkiem! - zawołała, próbując zrobić krok i natychmiast zaplątując się w poły.
- Babciu, czy prababcia była olbrzymką? - zapytała Miriol, wychylając się zza ogromnego szala, który owinęła wokół siebie cztery razy.
- Nie, po prostu ty jesteś jeszcze drobna jak listek konwalii - odpowiedziała z czułością Etta.
Na samym dnie szafy Miriol znalazła coś wyjątkowego: ciężką, zdobioną walizę ze starej skóry. W środku leżał starannie złożony, zielono - złoty płaszcz z grubego sukna, pięknie haftowany złotą przędzą. 
- Och! Zupełnie zapomniałam o jego istnieniu! - szepnęła Etta ze wzruszeniem - Ten płaszcz to ogromny skarb, który jest w rodzinie od stuleci. 
Miriol ostrożnie wyjęła płaszcz z walizki. Materiał był chłodny i gładki, a złote hafty zdawały się mienić własnym, wewnętrznym światłem, ignorując szarość deszczowego poranka. Gdy Etta zarzuciła go jej na ramiona, Miriol poczuła dziwne mrowienie, jakby tysiące niewidzialnych skrzydeł motyli dotknęło jej skóry.
- Przekręć guzik - szepnęła Etta, mrużąc porozumiewawczo oczy - Moja babcia mówiła, że czasem najlepiej widać świat wtedy, gdy samemu pozostaje się niewidocznym.
Miriol, zaciekawiona, odnalazła palcami guzik - duży, wykonany z polerowanego jaspisu. Gdy tylko go przekręciła, poczuła się dziwnie lekka. Sylwion uniósł wzrok znad kroniki i gwałtownie przetarł okulary. Miejsce w którym przed chwilą stała wnuczka, wydawało się puste, choć dywan wciąż uginał się pod czyimś ciężarem.
- Gdzie ona się podziała? - zawołał zdumiony, podczas gdy Etta zaśmiewała się w kułak.
Miriol, niewidzialna dla świata, podeszła do okna. Teraz deszcz nie wydawał się już smutny. Widziała, jak między kroplami przemykają leśne duszki, dotąd płochliwe i ukryte, wierząc, że nikt ich nie obserwuje. Zrozumiała, że wiosenna ulewa to nie więzienie, lecz wielka kąpiel lasu, w której ona - dzięki czarodziejskiemu płaszczowi - mogła uczestniczyć jako tajemniczy, nieuchwytny gość. Ponownie przekręciła guzik, a jej radosny śmiech wypełnił pokój.
Deszczowy dzień wbrew temu, na jaki się zapowiadał, okazał się bardzo ciekawy!

Komentarze