,,Chcę zostać wielkim czarodziejem!" - pomyślał pewnego wieczoru Flik.
Z tą właśnie myślą, następnego dnia o świcie, Flik zapukał do drzwi w pniu potężnego platana. Mieszkał tam Sędziwy Thalendir – mędrzec, o którym wszyscy w całym Lesie wiedzieli, że zna się doskonale na magii.
Thalendir otworzył drzwi i spojrzał na podekscytowanego elfa.
- Chcę zostać czarodziejem - wypalił Flik, nadymając policzki. - Chcę władać mocami lasu!
Starzec uśmiechnął się łagodnie.
- Magia to nie tylko machanie różdżką, Fliku. Najpierw musisz zrozumieć, co mówi do ciebie las, co szepcze wiatr, i o czym szemrze woda. To sztuka bycia tam, gdzie cię nie ma. Zaczniemy od podstaw: Zaklęcia Płaszcza Kameleona.
- To zaklęcie nie sprawi, że znikniesz jak zdmuchnięta świeca - wyjaśnił Sędziwy Elf. - Ono pozwoli twojej skórze i ubraniu przybrać barwy tego, co jest za tobą. Musisz poczuć się jak kora drzewa, jak liść paproci, jak szary kamień.
Thalendir uniósł dłoń i szepnął miękko:
,, Ziemio, daj mi swe brązy. Liściu, daj mi swą zieleń. Niech splotę się z gęstwiną. Jestem duchem lasu, nie dojrzy mnie żadne oko. Znikam w lesie, znikam w świecie"
W jednej chwili starzec zaczął migotać. Jego zielona szata pokryła się wzorem liści, a twarz przybrała barwę starego pnia.
Flik gwizdnął z podziwem, a potem pełen zapału, zamknął oczy tak mocno, że aż zatrzęsły mu się uszy. Wyobraził sobie, że jest krzakiem jagód. Zaczął mruczeć zaklęcie pod nosem, ale nie zapamiętał wszystkich słów i zupełnie je poplątał.
- Skup się na intencji, nie tylko na słowach - przerwał mu Thalendir z rozbawieniem.
Flik spróbował ponownie. Wziął głęboki oddech, poczuł zapach wilgotnej ziemi i wyobraził sobie, że staje się przezroczysty i znika. Kiedy otworzył oczy, spojrzał na swoje dłonie.
Lewa ręka stała się niemal idealnie brązowa, przypominając korę dębu.
Prawa ręka przybrała intensywny odcień mchu. Brzuch... cóż, brzuch pozostał jaskrawoczerwony, bo Flik rano założył swoją ulubioną czerwoną kamizelkę i ta w dalszym ciągu pozostała dobrze widoczna.
- Wyglądasz jak bardzo kolorowa gąsienica - zaśmiał się Thalendir. - Ale to dobry początek. Masz w sobie iskrę, mały czarodzieju.
Flik nie posiadał się z radości. Choć wciąż był widoczny w połowie, czuł, że wielka magia jest na wyciągnięcie ręki. Już wyobrażał sobie siebie, jak skrada się nad strumień, całkowicie niewidzialny, i patrzy prosto w oczy pstrągom, które tym razem nie będą miały pojęcia, kto je obserwuje.
- Ćwicz codziennie - przykazał Thalendir. - A gdy twój brzuch przestanie być czerwony jak dojrzała malina, nauczę cię, jak rozmawiać z wiatrem.
Flik wracał do domu, podskakując wesoło. Wiedział, że droga do zostania wielkim czarodziejem jest długa, ale pierwszy krok został już postawiony.




Komentarze
Prześlij komentarz