Flik znajduje prezent Pani Miiji

W Lesie z Mchu i Paproci nocami ciągle jeszcze trzymał mróz, a Flik od kilku dni nie myślał o niczym innym, tylko o Pani Miiji - Pani Zimie. 

Już ponad tydzień temu Miija odeszła na daleką północ, ale przed podróżą szepnęła mu na ucho sekret: zostawiła w lesie magiczny lek dla roślin, których serca zbyt mocno ścisnął lód.

Flik wiedział, że to proszek, który wsypany do ziemi potrafi zdziałać cuda – obudzić uśpione korzenie i przywołać życie tam, gdzie panował chłód. Każdego ranka elf przeczesywał zarośla, zaglądał pod zwalone pnie i przetrząsał resztki śniegu... Bezskutecznie.
Dziś jednak las wyglądał inaczej. Gdy Flik przechodził obok sędziwego, sękatego dębu, kątem oka dostrzegł coś niezwykłego. W ciemnej dziupli, wysoko nad ziemią, coś pulsowało miękkim, błękitnym światłem.
– Czyżby to było tam? – szepnął, a serce zabiło mu mocniej.
Zacisnął palce na szorstkiej korze i zaczął się wspinać. Kiedy w końcu dotarł do krawędzi dziupli, jego oczy rozbłysły z zachwytu. W środku, na posłaniu z suchych liści, leżał przedmiot, który wyglądał, jakby został odlany z zamarzniętego jeziora. Był to róg w kolorze lodu, przezroczysty i chłodny w dotyku, wypełniony po brzegi mieniącym się pyłkiem.
Flik uśmiechnął się szeroko, czując, jak w jego dłoniach drży moc samej Pani Zimy.
Nie zwlekał ani chwili. Ostrożnie schował lodowy róg za pazuchę i zsunął się na dół, lądując miękko w kępie zmarzniętego mchu. 
Las wokół niego wciąż wyglądał na pogrążony w żałobie po mroźnej zimie – gałęzie były sztywne, a liście paproci zwinięte w brunatne, martwe spirale. 
Flik posypał  pyłkiem najbliższą paproć. Roślina drgnęła, jakby brała głęboki wdech, i na oczach elfa rozwinęła swe wachlarze, soczyście zielone, jakby mróz nigdy ich nie dotknął. Wokół niej natychmiast urosły i zakwitły drobne kwiatuszki, i zazieleniła się trawa.
– Mam cię! – zawołał do lasu. – Teraz już żadna leśna roślina nie ucierpi!

Komentarze