Mróz nie odpuszczał, i cały Las w dalszym ciągu był zasypany śniegiem.
Zajączkowi Kuleczce marzyła mu się chrupiąca, soczysta marchewka – taka prosto z targu w pobliskim miasteczku.
- Jeśli pójdę tam, gdzie handlują warzywami - pomyślał Kuleczka, a jego nosek zadrgał z ekscytacji — na pewno znajdę coś, co spadło ze straganu. To będzie jak darmowa uczta!
Kuleczka ruszył dziarsko przez zaśnieżone pola. Każdy skok wzniecał obłoczek białego puchu.
Gdy dotarł do miasteczka, jego oczom ukazał się widok niezwykły. Targ był głośny i gwarny, kolorowe stragany uginały się pod ciężarem kapusty, porów i ogromnych, pomarańczowych marchwi. Zajączek przykucnął za drewnianym kołem wozu i czekał.
Nagle, przy jednym ze stoisk, gruba pietruszka wyślizgnęła się handlarzowi z rąk i potoczyła prosto pod łapki Kuleczki. Zajączek już miał ją chwycić, gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Była lekka jak płatek śniegu.
Obok niego stał młody elf o imieniu Zefir. Miał na sobie zielony płaszcz podbity mchem, i przykucnął tuż przy Kuleczce.
- Czekasz na resztki, mały Kuleczko? - zapytał Zefir, a w jego oczach błyszczały wesołe iskierki.
- Myślałem, że skoro i tak upadło na ziemię, to nikt tego nie chce - mruknął zajączek, nieco zawstydzony.
- Myślałem, że skoro i tak upadło na ziemię, to nikt tego nie chce - mruknął zajączek, nieco zawstydzony.
Elf ukucnął przy nim i podniósł pietruszkę, wycierając ją starannie.
- Słuchaj uważnie - szepnął Zefir. - Liczenie na to, co samo spadnie, to los kogoś, kto boi się poprosić o swoje miejsce przy stole. Zamiast czekać, aż ktoś popełni błąd, spróbuj dać coś od siebie. Spójrz na tego kupca. Jego wóz utknął w zaspie, a on nie widzi, że pod kołem leży lód.
Kuleczka popatrzył na zmartwionego gospodarza. Zajączek, niewiele myśląc, podbiegł do wozu i swoimi silnymi, tylnymi łapkami zaczął energicznie odkopywać śnieg spod kół, „puch!” i „fiuu!” - śnieżne fontanny tryskały na wszystkie strony. Zefir w tym czasie posypał lód magicznym piaskiem ze swojej sakiewki.
Gdy wóz z łatwością ruszył z miejsca, uradowany kupiec zawołał:
- No proszę! Taki mały pomocnik, a tyle siły! Masz, dzielny zajączku, to za twoją pracowitość.
I zamiast jednej pietruszki, Kuleczka otrzymał cały pęczek najpiękniejszych, słodkich marchwi z zielonymi natkami.
Kuleczka wracał do norki, a słońce znów chowało się za horyzontem. Zrozumiał ważną lekcję: zamiast liczyć na szczęśliwy traf lub cudze potknięcia, lepiej włożyć odrobinę wysiłku i pomóc innym.
Nagroda wypracowana własnymi łapkami smakuje znacznie lepiej niż ta znaleziona przypadkiem.





Komentarze
Prześlij komentarz