Las z Mchu i Paproci szykuje się na przyjęcie Leo

Wieść o tym, że mały Leo wkrótce otworzy oczy na świat, rozeszła się po Krainie Mchu i Paproci szybciej niż poranna mgła. Las, który do tej pory szumiał o sprawach dorosłych elfów, nagle zmienił swój ton na łagodniejszy, niemal szeptany.

Wróżki Liri i Fio, zwykle zajęte budzeniem pąków kwiatów, tym razem miały inne zadanie. Zbierały najdelikatniejszy puch z przekwitających dmuchawców i splatały go ze srebrzystą nicią pajęczą, by stworzyć kocyk lżejszy od oddechu motyla.

– Musi być miękko – szeptała Liri – bo skóra małego lwiątka jest delikatniejsza od płatków róży.
Stary Dąb też nie próżnował. Choć jego gałęzie były potężne i twarde, tej nocy wypuścił jeden młody, giętki pęd, który wygiął się nisko nad ścieżką do domku Elory. To na nim zajączek Kuleczka zawiesił pęk dzwonków leśnych, które przy każdym podmuchu wiatru dzwoniły cichutko: „Leo... Leo...”
Nawet miś Baryłka zaangażował się w przygotowania. Zamiast zjadać cały miód, starannie odkładał do glinianego garnuszka ten pierwszy, wiosenny, który pachniał słońcem i delikatnym wiatrem.

– Na wzmocnienie dla małego siłacza – mruczał pod nosem, oblizując łapę.
W Domu pod Wiązami Etta szyła maleńkie lniane koszulki, a Sylwion, z językiem wysuniętym z przejęcia, kończył strugać dębowe kółeczko.

– Patrz, Etto – pokazywał z dumą. – Wygładziłem je tak mocno, że lśni jak lustro. Żadna drzazga nie śmie drasnąć łapki naszego lwa!
Tego wieczoru Las nie spał. Paprocie rozłożyły swoje pióropusze szerzej, by chronić dom Elory przed chłodem, a świetliki utworzyły świetlistą drogę od progu aż po samą rzekę. Cała kraina, od najmniejszego mchu po najwyższe wiązy, wstrzymała oddech w miłosnym oczekiwaniu. Las był gotowy. Kołyska z szumu liści i blasku gwiazd czekała na pierwsze kwilenie Leo.

Komentarze