Leo odkrywca

W Domu na Leśnej Polanie niedzielne popołudnia płynęły zazwyczaj w rytmie cichego tykania zegara i szumu drzew za oknem. Ale dzisiaj było inaczej. Mały Leo, ku wielkiemu zdziwieniu swojej mamy, Elory, postanowił, że siedzenie w miejscu jest zdecydowanie przereklamowane.

Z radosnym, głośnym „Ghuuu!”, które niosło się aż do spiżarni, Leo wyciągnął swoje pulchne rączki przed siebie. Jego celem był Baryłka – mały miś, który akurat uciął sobie drzemkę na miękkim dywanie.
– Ghuuu! A-guuu! – obwieścił Leo, chwytając Baryłkę za ucho. Było tak miękkie, tak puszyste i tak idealnie pasowało do małej dłoni!
Baryłka uniósł powiekę, patrząc na chłopca z mieszanką zdziwienia i bezbrzeżnej miłości. Choć Leo ciągnął go z całych sił, miś ani drgnął. Wiedział, że bycie „oficjalnym gryzakiem i przyjacielem” to najważniejsza rola w całym Lesie.
Elora, oparta o framugę drzwi, patrzyła na nich z uśmiechem, wycierając ręce w fartuch.
– Calmirze, chodź szybko! – zawołała cicho do męża. – Chyba mamy w domu nowego gawędziarza. Leo właśnie wyjaśnia Baryłce sekrety świata, a miś wygląda, jakby brał każdą lekcję bardzo poważnie.
Caladmir stanął obok Elory, kładąc jej dłoń na ramieniu. Patrzyli, jak ich synek promienieje radością, a jego jasne, rozczochrane włoski lśnią w świetle świec niczym aureola.
– Rośnie nam mały odkrywca – szepnął tata, czując, jak serce mu rośnie. – Zaczął od ucha misia, a zanim się obejrzymy, będzie chciał złapać cały Las.
A Leo? Leo miał to wszystko za nic. Właśnie odkrył, że drugie ucho Baryłki smakuje równie dobrze, jak wygląda, i był to bez wątpienia najszczęśliwszy moment jego całego, kilkumiesięcznego życia.
A potem obaj zasnęli, wtuleni w siebie, z poczuciem, że wszystko jest tak, jak być powinno.

Komentarze