Pierwsza przesyłka sarenki Hani

Wiosenne słońce nieśmiało zaglądało do Domu pod Wiązami, gdy sarenka Hania, poprawiając na boku swoją nową, lśniącą torbę z wyhaftowanym liściem paproci, zastukała kopytkiem w próg. Była to jej pierwsza oficjalna służba w Leśnej Sztafecie Pocztowej.

– Dzień dobry, Etto! – zawołała Hania, a jej wielkie, brązowe oczy błyszczały z przejęcia. – Podobno czeka na mnie zadanie specjalne dostawy niezwykle cennej przesyłki dla Elory?


Etta wyszła z kuchni, niosąc duży talerz. Na nim leżały świeżo upieczone bułeczki z miodem, które miały dodać sił Elorze w tych ostatnich dniach czekania na synka.

– Tak, Haniu. To paczka dla przyszłej mamy na Leśnej Polanie. Musisz być bardzo ostrożna, bo bułeczki są bardzo delikatne – uśmiechnęła się Etta, przekładając słodkości do kosza na grzbiecie  na grzbiecie sarenki. - A tu - powiedziała, jednocześnie wkładając do torby kopertę - masz list do naszej kochanej przyszłej mamy.
Hania dumnie wyprostowała szyję. Poczuła się potrzebna, bo Etta doszła do wniosku, że tylko ona potrafiła stąpać tak miękko, by nie mącić spokoju ciężarnej Elory, która teraz potrzebowała ciszy i wytchnienia.
Gdy sarenka ruszyła w drogę, zza krzaka jagód wychylił się Sylwion.
– Hej, kurierze! – zawołał, machając fajką. – Powiedz Elorze, że jak już Leo się pojawi, to ja oferuję swoje usługi!  Ale na razie niech odpoczywa i zajada te bułeczki, bo Etta dała do nich podwójną porcję miłości!
Hania zaśmiała się perliście i ruszyła kłusem przez las. Jej kopytka ledwo dotykały mchu. Po drodze minęła wiewiórkę Basię, która właśnie sortowała listy na wysokiej sośnie. 
Gdy Hania dotarła do domku na Leśnej Polanie, zastała Elorę siedzącą w wiklinowym fotelu na ganku. Elora gładziła się po brzuchu i uśmiechała do słońca. Sarenka podeszła na paluszkach i delikatnie przyklęknęła, by elfka mogła dosięgnąć kosza.
– Och, Haniu, dziękuję! – szepnęła Elora, czując zapach ciepłego ciasta. – Właśnie o tym marzyłam. Ty i Twoja zielona torba jesteście jak promień nadziei.
Hania poczuła, jak duma rozpiera jej pierś. Zrozumiała, że jej praca to nie tylko noszenie ciężarów – to dbanie o to, by każda przyszła mama w lesie czuła się zaopiekowana i kochana. 
To była najlepsza pierwsza misja, jaką mogła sobie wymarzyć. 

Komentarze