Wiosenne słońce wdzierało się do sypialni Państwa Holimion, oświetlając niesforne, złote włosy małego Leo, który z niezwykłą powagą studiował własne paluszki. Tego ranka jednak coś odciągnęło jego uwagę od zabawy – rytmiczne stukanie w parapet.
Elora, uśmiechając się do synka, podeszła do okna. Na zewnątrz, z dumnie wypiętą piersią, stał gołąb Maciek, członek słynnej Leśnej Sztafety. W dziobie trzymał małe zawiniątko z liścia podbiału, przewiązane źdźbłem trawy.
- Leo, patrz, mamy gościa! - szepnęła mama.
Leo zamarł. Jego bursztynowe oczy rozszerzyły się z zachwytu. Gdy Maciek upuścił paczuszkę na drewniany blat, chłopiec wydał z siebie radosny pisk i wyciągnął rączkę w stronę ptaka. Maciek, zazwyczaj bardzo służbowy, tym razem nie odleciał od razu. Przekrzywił głowę, przyglądając się małemu elfowi, jakby oceniał, czy nowa generacja mieszkańców Lasu nadaje się do współpracy.
W środku przesyłki od cioci Aurieli znajdował się pierwszy, miękki gryzak wykonany z korzenia prawoślazu – idealny na swędzące dziąsła małego elfa.
- Gruuu? - zapytał Maciek, co w języku Sztafety oznaczało prawdopodobnie: „Potwierdzasz odbiór, młody?”.


Komentarze
Prześlij komentarz