Witaj na świecie, Leo 🌿✨

Noc, w której Leo po raz pierwszy odetchnął leśnym powietrzem, nie przypominała żadnej innej. 

Gdy w Domu na Leśnej polanie rozległo się ciche, ale zdecydowane kwilenie, cały Las z Mchu i Paproci jakby głęboko odetchnął. 

Mały Leo był już na świecie.

Maluch, owinięty w kocyk z puchu dmuchawców i srebrnej pajęczyny, wyglądał jak najcenniejszy skarb ukryty w mchu. Jego skóra miała barwę świeżego mleka i pachniała jak poranna rosa na płatkach dzikiej róży. Najbardziej niezwykła była jednak jego czuprynka – gęsta, złocista i niesforna, sterczała na wszystkie strony, przypominając lwią grzywę, która lśniła nawet w półmroku pokoju.

Jednak to, co wydarzyło się chwilę później, odebrało wszystkim dech. Gdy Elora i Caladmir pochylili się nad kołyską, chłopiec powoli uniósł powieki. Jego oczy nie były niebieskie, jak się spodziewali; miały głęboki, nasycony kolor jasnego bursztynu, w którym zdawały się tańczyć iskierki ogniska.
W momencie, gdy Leo w pełni otworzył oczka i rozejrzał się po izbie, na wszystkich obecnych spłynął niewytłumaczalny, głęboki spokój. To nie była zwykła cisza – to była moc, która sprawiła, że zmęczenie Elory zniknęło, obawy Caladmira o przyszłość rozpłynęły się w powietrzu, a nawet stare drzewa za oknem przestały ruszać liśćmi. Maleńki Leo, choć sam bezbronny, stał się źródłem kojącej siły, która uciszyła cały las.

Mimo tego wewnętrznego spokoju, maluch od pierwszej minuty pokazał swój lwi charakter. Gdy tylko Caladmir podał mu palec, Leo zacisnął na nim swoją maleńką, różową piąstkę z taką siłą, że ojciec aż drgnął z zachwytu.

– To prawdziwy mały siłacz – szepnęła Etta, kładąc dłoń na ramieniu Elory. – Ma w sobie odwagę lwa i spokój lasu.
Cała kraina wiedziała, że od tej nocy nic już nie będzie takie samo. Leo, mały mieszkaniec Domu pod Wiązami, zasnął spokojnie, otulony miłością rodziców i opieką całej kniei, gotowy, by kiedyś stawiać swoje pierwsze, lwie kroki na mszystych ścieżkach.

Komentarze