Dobrzy sąsiedzi są jak złoto

Wiatr na zewnątrz próbował namówić stare dęby do tańca, ale głęboko pod ziemią, tam gdzie potężne dębowe korzenie tworzyły naturalne, bezpieczne korytarze, panowała nienaruszona cisza.

Grum siedział przy małym palenisku w swojej izbie, skupiony na kawałku dębiny. Miarowe skrobanie jego nożyka było jedynym dźwiękiem, dopóki w drzwiach nie stanęła Gryma. Mieszkali dosłownie kilka „skoków wiewiórki” od siebie i w takie dni jak ten, Gryma po prostu wiedziała, że nikt tak dobrze nie przegoni nudy jak Grum ze swoją dębową cierpliwością.
– No i co tam znowu słuchasz w tym drewnie? – zapytała, stawiając na stole miseczkę jagód, które rano zdążyła jeszcze przebrać z rosy. 🧺✨
Grum zatrzymał nóż, spojrzał na nią i uśmiechnął się tym swoim poczciwym, rzetelnym uśmiechem. Bardzo lubił te jej nagłe wizyty.
– Drewno mi mówi, Grymo, że ta łyżka będzie miała w sobie sporo spokoju. A w taką wichurę to towar deficytowy.
Gryma usiadła obok. Nie musiała nic mówić. Czasem po prostu siedzieli tak przez całe popołudnie – on strugał, ona przebierała zioła albo jagody, a wiatr za grubymi ścianami dębu stawał się tylko odległym szumem.
– Ty dbasz o narzędzia, a ja dopilnuję, żebyśmy mieli co do garnka włożyć – mruknęła, sięgając po jedną z jagód. – Abeja obiecała słoik miodu za te twoje brzozowe guziki. To dobrze, bo widzę, że trzeba już przynieść ci następny, zjadłeś z tego całkiem sporo - wskazała na stół - Wpadnę do niej, jak tylko przestanie tak dąć.
Grum skinął głową z uznaniem. Dobrze było mieć taką sąsiadkę. Kogoś, kto nie potrzebuje wielkich słów, by ocieplić izbę samym wejściem.
– Dobrze, że jesteś, Grymo – mruknął, znów pochylając się nad drewnem.
– Dobrze, że ty jesteś, Grumie – odpowiedziała, patrząc na wióry opadające na podłogę. – Bo póki mamy jagody, dębinę i kawałek wspólnego popołudnia, żaden wiatr nas nie ruszy.

Komentarze