Popołudniowe słońce przedzierało się przez gęste korony drzew, rzucając na leśną ściółkę złociste cienie, gdy Earyn usłyszał dziwny dźwięk. Nie był to radosny świergot ptaków ani miarowy szum wiatru. Było to stłumione, pełne irytacji fukanie i szelest suchych łodyg.
Earyn cicho rozsunął gałęzie leszczyny i zobaczył starego borsuka, uwięzionego w samym sercu potężnego kłębowiska ostów. Biedaczysko musiało próbować skrócić sobie drogę, ale natura miała inne plany. Borsuk był niemal unieruchomiony – jego grube, sztywne futro przypominało teraz jeden wielki, szary kołtun, do którego przyczepiły się dziesiątki, jeśli nie setki rzepów.
Borsuk szarpnął się, sapnąc z bezsilności, co tylko pogorszyło sprawę.
– Spokojnie, druhu – odezwał się Earyn głębokim, spokojnym głosem, od którego zwierzę natychmiast znieruchomiało.
Elf przyklęknął na wilgotnym mchu. Nie spieszył się. Wiedział, że w lesie pośpiech jest złym doradcą. Wyjął zza pasa swój nóż o rękojeści z jeleniego rogu, ale zamiast ciąć, użył go tylko do podważenia najgrubszych łodyg. Potem, z niezwykłą delikatnością, zaczął wyciągać rzep po rzepie swoimi silnymi dłońmi.
Borsuk początkowo patrzył na niego nieufnie swoimi małymi oczkami, ale czując, że ból ustępuje, a uścisk kolców słabnie, oparł pyszczek na mchu i westchnął ciężko. Earyn pracował w milczeniu. Wyciągał kłujące kulki jedną po drugiej, starając się nie wyrwać ani jednego kłaka cennego futra.
– Widzisz? Czasami najkrótsza droga prowadzi przez największe kłopoty – mruknął elf pod nosem, uśmiechając się ledwo dostrzegalnie.
Po długiej godzinie borsuk był wolny. Earyn wygładził jego boki, sprawdzając, czy pod skórą nie ma ran. Zwierzę podniosło się, otrzepało energicznie i spojrzało na elfa. Nie było tu wielkich podziękowań, bo w Lesie z Mchu i Paproci wdzięczność objawia się w spojrzeniu. Borsuk mruknął coś, co brzmiało jak krótkie „dziękuję”, i potuptał w stronę swojej nory, tym razem trzymając się wydeptanej ścieżki.
Earyn wstał, otrzepał kolana z igliwia i schował nóż. Przez moment patrzył za odchodzącym przyjacielem, po czym sam zniknął między drzewami, pilnując, by nikt inny nie wpadł dziś w pułapkę.



Komentarze
Prześlij komentarz