Lekcja medytacji

 Earyn postanowił nauczyć Rumbasa medytacji.

Usiedli na polanie, w samym sercu szmaragdowego mchu. Earyn zamknął oczy. Próbował połączyć się z duchem lasu. Czuł spokój, słońce na twarzy i… nagłe szarpnięcie za nogawkę.
Rumbas nie zamierzał medytować - znalazł coś lepszego. Pod starym pniem dębu odkrył gniazdo trufli. Albo czegoś, co trufle bardzo przypominało.
Earyn westchnął. Otworzył jedno oko.
Błoto latało w powietrzu, a lniana koszula Earyna, jeszcze rano nieskazitelnie czysta, była teraz w kropki. Brązowe, wilgotne kropki. Rumbas kwiczał z zachwytu, ryjąc coraz głębiej.
Dziczek właśnie utknął ryjkiem w wąskiej szczelinie między korzeniami. Machał rozpaczliwie tylnymi nóżkami, kręcąc puszystym ogonkiem.
– To ma być ta jedność z naturą? – zapytał Earyn.
Podszedł do malucha i delikatnie wypchnął go z pułapki. Rumbas, cały umorusany w ziemi, otrzepał się energicznie, opryskując elfa od stóp do głów. Potem spojrzał na niego z taką dumą, jakby właśnie zdobył najwyższy szczyt Gór.
Earyn zaczął się śmiać. Cierpliwość w lesie ma różne imiona. Czasem ma ryjek i brudne raciczki.

Komentarze