Pierwszy miód

Wiosenny poranek w Złotych Pasiekach pachniał trochę jakby nagrzana słońcem, miękka ziemia wymieszała się z delikatną nutą wosku i słodyczą pierwszych nektarów, które Abeja gromadziła z niezwykłą starannością. Jako Mistrzyni Złotych Pasiek wiedziała, że wiosna to dla jej podopiecznych czas największego wysiłku.

Abeja, ubrana w swój lekki, lniany strój w kolorze piasku, krzątała się między drewnianymi ulami zrobionymi z pni drzew, które Sylwion pomógł jej odświeżyć po zimie.

 W dłoni trzymała mały, dębowy podkurzacz, z którego unosił się zapach suszonej lawendy i macierzanki – to jej sposób na uspokojenie pszczół, by mogły spokojnie pracować.
- Cierpliwości, moje małe siostry - szeptała, nachylając się nad jednym z uli. - Słońce już wysoko, a miodunki i pierwiosnki tylko czekają na wasze odwiedziny.
Jej dłonie poruszały się z wprawą godną największej znachorki. Abeja sprawdzała, czy każda ramka jest idealnie zbudowana i czy pierwsze krople tegorocznego, niemal przezroczystego miodu wielokwiatowego mają odpowiedni blask. Ten pierwszy miód był wyjątkowy – nazywano go „płynnym świtem”, bo miał w sobie energię pierwszej wiosennej burzy i delikatność porannej mgły.
Nagle z lasu wychylił się Baryłka. Miś, jak to on, wyczuł słodycz z odległości wielu mil. Usiadł grzecznie w bezpiecznej odległości, pamiętając o swojej obietnicy – porządna kora do ula w zamian za plaster miodu. 
- Abejo... - mruknął, pociągając noskiem. - Czy one już... no wiesz... wyprodukowały chociaż kropelkę?
Abeja zaśmiała się perliście, ocierając czoło wierzchem dłoni.
- Jeszcze chwila, Baryłko! Pierwszy miód potrzebuje spokoju i słońca. Ale obiecuję ci, że gdy tylko napełnimy pierwszy słoik, będziesz pierwszym, który poczuje na języku smak tegorocznej wiosny.
Abeja wróciła do pracy, a jej postać w promieniach słońca wyglądała niemal tak, jakby sama była utkana ze złocistego blasku. W naszym Lesie każdy wie, że dopóki Abeja czuwa nad pasiekami, zimy nie musimy się bać – bo słodycz wiosny zawsze zostanie z nami na dłużej. 

Komentarze