Lekcja pokory

Poranek zaczął się od słodkiego zapachu Słonecznych Jagód, które Etta nazbierała skoro świt. Planowała zrobić z nich cudowne, złote konfitury. Jagody w dużej misce stały na tarasie, czekając spokojnie na popołudnie. 


Niestety Rumbas, znany ze swojej niespożytej energii i wiecznie pustego brzuszka, nie potrafił przejść obok tego obojętnie. Choć wiedział, że Etta zawsze częstuje przyjaciół, instynkt łobuza zwyciężył. Zamiast zapytać, postanowił „pożyczyć” miskę stojącą na tarasie.

Plan był prosty, ale Rumbas zapomniał o jednym: tuż przy tarasie rósł wielki krzak dzikiej róży. Chwila nieuwagi i.. siup! Dziczek wylądował w samym środku ciernistych gałęzi, a miska z jagodami przeróciła się i złote kuleczki potoczyły się we wszystkie strony.

Nagle nad nim wyrósł cień. To był Earyn. Ten stał niewzruszony, a jego surowa twarz nie zdradzała żadnych emocji. Patrzył na kwiczącego wniebogłosy Rumbasa, który szamotał się wśród kolców. Earyn powoli odłożył swój łuk na bok, uklęknął i silnymi, ale niezwykle delikatnymi dłońmi zaczął odsuwać gałęzie.
— Siła bez rozwagi to tylko hałas, mały — mruknął Earyn, wyciągając ostatni kolec z boku dziczka.
Rumbas, ze spuszczonym łbem, cicho sapnął. Earyn nie karcił go więcej. Podniósł pustą miskę i podał ją dziczkowi.
— Pozbieraj te owoce. Każdy jeden. A potem wejdź głównymi drzwiami i przeproś Ettę. Ja poczekam tutaj.
Tego dnia Rumbas zrozumiał, że surowość Earyna to nie chłód, a rzetelna… (no!) …po prostu głęboka mądrość. Kiedy w końcu wszedł do kuchni, Etta tylko pogłaskała go po uszach, bo Earyn stał już w progu, pilnując, by mały lekcję zapamiętał na całe życie.

Komentarze