Pewnego dnia Aarien, podążając leśną ścieżką, która wiodła wzdłuż Mglistych Skał natknął się na tajemnicze wejście do jaskini. Zadziwiło go to, bo przechodził tędy wielokrotnie, i nigdy nie zauważył tu nic podobnego.
Zaintrygowany, zajrzał do środka i zobaczył, że w głąb skały ciągnie się ciemny korytarz. Bez wahania wszedł do środka.
Zaintrygowany, zajrzał do środka i zobaczył, że w głąb skały ciągnie się ciemny korytarz. Bez wahania wszedł do środka.
Aarien przeszedł kawałek, a korytarz zdawał się nie kończyć ... Poczuł subtelny powiew powietrza.
Zaintrygowany, zatrzymał się. Powiew niósł ze sobą coś jeszcze – bardzo delikatny, piękny zapach. Nie był to zapach prochu ani wilgoci, typowy dla jaskiń. Przypominał mieszankę wiosennych kwiatów, świeżej rosy i czegoś, co Aarien skojarzył z zapachem słońca na leśnej polanie.
Gdy mrok stał się nieprzenikniony, Aarien skrzesił ogień za pomocą zaklęcia, materializując magiczną latarnię. Jej blask rozświetlił otoczenie, ukazując, że ściany jaskiniowego korytarza lśnią delikatnie, niczym inkrustowane setkami maleńkich kryształków.
W miarę jak zagłębiał się dalej, korytarz trochę się poszerzał. Nagle jego oczom ukazała się wielka komnata, wysoka niczym niebosiężna świątynia. Majestat tego miejsca zapierał dech w piersiach.
W samym sercu tej podziemnej przestrzeni Aarien ujrzał studnię, której woda, lub może jakaś magiczna substancja, błyszczała milionem świetlików, rzucając migotliwe refleksy na ściany tej kamiennej komnaty.
Gdy nachylił się nad cembrowiną studni, jego wzrok napotkał hipnotyzujący, migotliwy pył, który niczym wirujące srebro zdawał się tańczyć w półmroku.
Zaintrygowany Aarien, elf z natury ciekawy i wrażliwy na magię, delikatnie dotknął dłonią misternych, pradawnych rzeźbień na kamiennym rancie. W tej samej chwili srebrny pył wzburzył się gwałtownie.
Z otchłani studni uwolnił się głos, czysty i melodyjny:
„Aarien... Twoje oczy mają ten sam blask, który widziałem u twojego dziada, gdy ostatni raz żegnaliśmy słońce nad naszą doliną.”
Choć przesiąknięty echem minionych stuleci, to był głos kogoś z jego własnego rodu, który odszedł przed prawiekami, kogo Aarien znał tylko z opowieści. Serce mu mówiło, że to głos przodka Eldarsila, który według opowieści rodzinnych żył, gdy świat był jeszcze młody, a granice między naturą a magią nie istniały.
Według legendy, Eldarsil nie urodził się, lecz został odnaleziony jako niemowlę w samym sercu Lasu z Mchu i Paproci, w korzeniach starego dębu.
Jako dorosły mężczyzna stał się pierwszym Strażnikiem Lasu, potrafiącym rozmawiać z szumem liści i czerpać magię z lasu. Dawno temu zasłynął z tego, że gdy inne ludy walczyły o wodę, Eldarsil połączył swoją duszę z Drzewem, oddając mu własną krew w zamian za życiodajną rosę, która ocaliła dolinę.
Mówiło się tęż, że pod koniec życia nie umarł, lecz dosłownie „wsiąkł” w korę, stając się częścią drzewa, z którego pochodził.
Do dziś jego potomkowie wspominają jego imię będące symbolem tej nierozerwalnej więzi z korzeniami świata.
Wygląda na to, że krew Eldarsila, tętniąca w żyłach Aariona, zadziałała jak klucz do miejsca, które dla innych pozostawało jedynie litą skałą. Intuicja go nie zawiodła – ten zapach słońca i wiosny to echo magii Pierwszego Strażnika, która nie zna pojęcia czasu.
Aarien pomyślał, że skoro głos Eldarsila do niego przemówił, to niechybnie musi wiele znaczyć.
Siedział i wpatrywał się, jak srebrny pył układa się w pradawne runy, a głos przodka, teraz bardziej wyrazisty niż szmer liści na wietrze, przemówił ponownie, tym razem z jasnym poleceniem:
,,Nadszedł czas, by Strażnik Lasu powrócił, Aarianie. Las Cię potrzebuje. Twoja misja właśnie się rozpoczyna"
Aarien wstał, a serce waliło mu w piersiach.
Wiedział, że to nie koniec podróży, a dopiero początek wielkiej, nieznanej przygody, która czekała na niego poza granicami tej magicznej komnaty, w świecie, który na nowo potrzebował magii Lasu i jego Strażnika.





Komentarze
Prześlij komentarz