Flik łowi ryby

Pewnego słonecznego ranka Flik uznał, że ma nieodpartą ochotę na grillowanego pstrąga. Zarzucił na ramię wędkę z leszczynowego patyka i dziarskim krokiem ruszył nad strumień.

Gdy jednak dotarł nad brzeg, stanął przed poważnym dylematem: do czego właściwie służy ten sznurek? Po kilku nieudanych próbach zarzucenia haczyka (które skończyły się w końcu tym, że na haczyk złapała się nie ryba, a koszula chłopca), Flik fuknął gniewnie:
— Kto by się bawił w sznurki, skoro mam dwie sprawne rączki!
Cisnął wędkę w krzaki i stanął nieruchomo na brzegu strumienia, wybałuszając oczy i wypatrując obiadu.
Nagle – są! Kilka srebrzystych rybek podpłynęło blisko jego palców u nóg. Flik wstrzymał oddech, napiął mięśnie niczym leśny drapieżnik i... CHLUP!
Woda rozprysła się na wszystkie strony, a elf zanurkował rękami aż po same łokcie. Kiedy jednak rozwarł dłonie, zamiast pysznej ryby znalazł w nich jedynie garść wodorostów i mokry kamień. Rybki, zwinne i szybkie jak błyskawice, wykonały radosny piruet wokół jego kostek i popłynęły dalej, wyraźnie rozbawione całą sytuacją.
Flik próbował, i próbował, i jeszcze raz próbował. 
Raz za razem zanurzał rączki w lodowatej wodzie, ale srebrzysty kształt zawsze wymykał mu się między palcami, zostawiając po sobie tylko drwiące bąbelki.
W pewnej chwili Flik wychylił się tak mocno, że stracił grunt pod nogami. Z głośnym pluskiem wylądował  w strumieniu, wzbijając fontannę kropel. Nie minęła jednak sekunda, elf z uszami pełnymi wody – już stanął na równe nogi, otrzepując się energicznie i udając przed lasem, że ten niefortunny nurek był częścią doskonale zaplanowanej strategii.
Rybki, początkowo spłoszone, teraz zdawały się krążyć wokół jego kostek, jakby doceniły, że ich niedoszły prześladowca wreszcie zrozumiał najważniejszą lekcję strumienia: 
czasem zamiast coś zdobyć, lepiej po prostu stać się częścią zabawy.
I chociaż na kolację nie było grillowanego pstrąga, to okazało się, że to był cudowny dzień!

Komentarze