Marchewka z groszkiem




W kryształowej toni leśnego stawu, pośród drżących płatków lilii wodnych, Flik odnalazł swoje ulubione lustro. Kucnął na mchu, a jego wielkie, ciekawe świata oczy wpatrywały się w gładką taflę, która z psotnym spokojem oddawała każdy jego ruch.

Zaczął stroić miny, nadął policzki, aż stały się okrągłe niczym dojrzałe poziomki. Po chwili zmarszczył nosek i wystawił koniuszek języka, sprawdzając, czy odbicie zrobi to samo – a gdy wodny Flik odpowiedział mu tym samym, malec wybuchnął perlistym śmiechem, który rozniósł się po paprociach. Przekrzywiał głowę, naciągał swoje spiczaste uszka i robił groźne miny, udając wielkiego leśnego trolla, choć wciąż wyglądał tak uroczo, że nawet ważki lądujące na tataraku zdawały się uśmiechać do jego dziecięcych igraszek.
 Nagle... puk!  Coś go tknęło. W jego głowie, niczym dojrzały groszek z pękającego strączka, wyskoczyło wspomnienie prośby mamy.
– Ojej, jarzynka! – zawołał do zaskoczonej żaby – Marchewka z groszkiem sama się nie zrobi! W jednej sekundzie zapomniał o zabawie. Przypomniał sobie swoją obietnicę, że to on dziś przygotuje ten pyszny dodatek do obiadu. Nie tracąc ani chwili, Flik zawrócił na pięcie. Zamiast iść, on po prostu wystrzelił przed siebie! Biegł przez las tak szybko, że  uszy furkotały mu na wietrze niczym małe żagle.
„Tylko zdążyć przed obiadem!” – myślał, pędząc w te pędy prosto do kuchennych drzwi.
W spiżarni, nucąc pod nosem radosną melodię, Flik chwycił za lniany sznur potężnego pękatego worka. Z zapałem zaczął zapierać się piętami o kamienną posadzkę, ciągnąc ciężar w stronę kuchni. 
Nagle usłyszał suchy trzask pękającego płótna. Zanim Flik zdążył mrugnąć, materiał poddał się z kretesem, a marchewki z impetem wysypały się na podłogę. 

Niezrażony pozbierał to co się wysypało, a potem jeszcze raz zajrzał do spiżarni, tym razem żeby przynieść puszkę zielonego groszku.

Zadowolony z łupu, zakasał rękawy i z namaszczeniem sięgnął po marchewki. 
Po zastanowieniu stwierdził, że ten wielki worek marchewek to za dużo. Wybrał kilka najładniejszych, dokładnie je umył, a potem sprytnie oskrobał. 

Z precyzją godną mistrza, jego mały nożyk zaczął miarowo stukać o drewniany blat. Spod ostrza, jeden po drugim, wyskakiwały idealnie równe kosteczki, tworząc radosny kopczyk gotowy na wielką, elficką ucztę.

Przepis Flika:
5-6 średniej wielkości marchewek
1 puszka groszku
1 pełna łyżka masła
pół łyżeczki cukru
pół łyżeczki soli
plus sól i pieprz do smaku
woda
2-3 łyżeczki mąki pszennej
posiekany koperek
Flik wsypał pokrojoną marchewkę do rondla, a potem wlał tyle wody, by ją przykryła.
Wsypał cukier i sól, oraz dołożył masło. 
Gotował pod przykryciem do momentu, gdy marchewka była miękka. 
Wtedy odlał chochelkę płynu z gotowania i odstawił do przestudzenia.
Odcedził groszek na sitku i wsypał do garnka z marchewką. 
Gdy odłożony płyn lekko przestygł, trzepaczką rozprowadził w nim mąkę, po czym zawiesinę wlał do garnka i podgrzewając mieszał, aż sos zgęstniał. 
Doprawił całość ostatecznie do smaku solą i pieprzem, dodał 2 łyżeczki posiekanego koperku. 



Gdy Flik spróbował swojego dzieła, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Marchewka była miękka, ale wciąż jędrna, a groszek pękał pod zębami, uwalniając pełnię smaku.
Mama będzie z niego dumna!

Komentarze