To była mroźna, ale wyjątkowo piękna sobota w sercu Lasu z Mchu i Paproci. Lisek Jantar bawił się wesoło, goniąc wirujące na wietrze płatki śniegu.
W pewnym momencie dostrzegł wyjątkowo duży płatek, który osiadł na gałęzi tuż nad brzegiem górskiego potoku. Lisek, niewiele myśląc, skoczył w górę, ale jego łapka poślizgnęła się na zmrożonym kamieniu. Z głośnym pluskiem wpadł prosto do lodowatej, rwącej wody.
Wartki nurt był silniejszy, niż mogłoby się wydawać. Jantar walczył z całych sił, aż nagle obok niego pojawiła się gruba kłoda. Lisek, resztką sił, wdrapał się na nią, ale drewno pokryte było grubą warstwą lodu. Mokre łapki ślizgały się bezradnie, a każda kolejna fala groziła ponownym wpadnięciem w mroźną toń.
Jantar czuł już, że za chwilę opadnie z sił, i wtedy kątem oka dostrzegł na brzegu niezwykłą postać. Stała tam wysoka, smukła pani o elfich uszach, ubrana w suknię, która zdawała się być utkana z samego szronu i gwiezdnego pyłu.
To była Miija – Pani Zima, która przybyła z odległej Lodowej Krainy.
Miija nie zwlekała ani chwili wyciągnęła z płaszcza różdżkę zakończoną kryształem lodu, cichutko wyszeptała melodyjne zaklęcie, które brzmiało jak dzwonki sań, a potem dotknęła końcem różdżki tafli wody.
W mgnieniu oka, tam gdzie wcześniej rwała spieniona woda, pojawił się gładki lód. Kłoda stanęła w miejscu, uwięziona w mroźnym uścisku, a lisek mógł w końcu pewnie stanąć na łapkach i przejść bezpiecznie na brzeg.
Jantar, wciąż drżąc ze strachu i z zimna, podszedł do Miiji i potarł noskiem o jej srebrzystą szatę, dziękując za ratunek. Pani Elf pochyliła się nad nim z łagodnym uśmiechem.
,,Musisz na siebie uważać, mały Jantarze" - powiedziała głosem jak zimowy wiatr - Zimne wody strumienia bywają zdradliwe, nawet dla tak zwinnych lisków jak ty"
Następnie Miija wyjęła z kieszeni cieniutki, srebrny sznureczek, na którym zawieszony był mały, błyszczący koralik. Zawiesiła go na szyi liska i dodała:
,,Za każdym razem, gdy zbliżysz się do brzegu strumienia czy rzeki, koralik rozbłyśnie, a tafla wody natychmiast zamarznie na kilka chwil. Dzięki temu darowi, żadna woda nie będzie już dla ciebie przeszkodą"
Lisek poczuł bijące od koralika przyjemne ciepło. Gdy uniósł wzrok, by jeszcze raz podziękować, Miija zaczęła się rozpływać w tumanach śnieżnej mgły, pozostawiając po sobie tylko zapach mroźnego powietrza i ciszę.
Jantar, bezpieczny i obdarowany niezwykłą mocą, pobiegł truchtem w stronę swojej norki. Wiedział, że to spotkanie z Panią Zimą na zawsze zmieniło jego leśne przygody.





Komentarze
Prześlij komentarz