Tuk zdobywa doświadczenie

Kiedy malutki elf Tuk otworzył oczy w swojej przytulnej dziupli wewnątrz starej sosny, poczuł, że coś jest nie tak. Do środka wpadało oślepiające, czyste światło.
Wychylił nosek na zewnątrz i zamarł z wrażenia. Cały las – od mchu po najwyższe gałęzie świerków – przykryła gruba, miękka, biała kołderka. 

„Ktoś pomalował świat na biało!” – pomyślał Tuk, wyskakując z posłania.
Gdy tylko postawił stopę na progu, poczuł dziwne szczypanie. 
„Auć, to parzy!” – zawołał, ale zaraz zauważył, że ból jest inny niż przy ognisku. To było rześkie, kłujące zimno. 
Zaintrygowany, Tuk nabrał pełną garść białego puchu. Był lekki jak piórko, ale po chwili zaczął dziać się czar.
Śnieg w jego małej dłoni zaczął znikać, zostawiając po sobie jedynie kropelki czystej wody. Tuk chuchnął mocno na białą czapę leżącą na gałęzi. Patrzył z niedowierzaniem, jak pod wpływem jego ciepłego tchu biały puszek natychmiast się kurczy i zamienia w wilgoć.
– To jest magiczne! – szepnął Tuk. – Jest zimne, a ucieka przed ciepłem.
Przez cały dzień elf biegał po lesie, zostawiając małe ślady na dziewiczym puchu. Obserwował, jakie ślady zostawiają inni mieszkańcy Lasu. Dowiedział się, że śnieg skrzypi, gdy się po nim skacze, że można z niego ulepić kulkę, która staje się twarda, i że płatki spadające na język smakują jak najczystsza woda z górskiego potoku. Każdy dotyk, każdy upadek i każda chwila zimna na policzkach były nową lekcją.
Morał:
Tuk zrozumiał tego dnia, że doświadczenie zdobywa się nie poprzez słuchanie opowieści innych, ale poprzez odwagę, by samemu czegoś dotknąć i poczuć to na własnej skórze. Choć śnieg początkowo go wystraszył swoim chłodem, to właśnie chęć poznania nieznanego pozwoliła mu odkryć najpiękniejszą tajemnicę zimy. Każda nowa rzecz, która nas dziwi, jest szansą, by stać się odrobinę mądrzejszym.

Komentarze