Zajączek Kuleczka i zimowa przygoda

Zajączek Kuleczka uwielbiał nową aurę. Każdy skok kończył się miękkim lądowaniem w białym puchu, a „puch!” i „fiuu!” – śnieżne fontanny tryskały spod jego łapek, gdy gonił własny cień.


Świat wyglądał jak posypany cukrem pudrem, a zamarznięte krople rosy na pajęczynach lśniły niczym najprawdziwsze diamenty.

Jednak kiedy słońce zaczęło chować się za horyzont, a brzuch Kuleczki burknął głośniej niż zwykle, radość nieco przygasła. 
Spiżarnia w norce świeciła pustkami – zostało tam zaledwie kilka wysuszonych listków, jedna marchewka i parę korzonków, co starczyłoby może na dwa dni oszczędnego chrupania. Śnieg, choć piękny, ukrył pod grubą kołdrą soczysty mech i słodkie pędy paproci. Nawet podczas drzemki brzuszek zajączka burczał i narzekał. 
– Czas na wielką wyprawę – szepnął Kuleczka, a jego nosek zadrgał energicznie. – Skoro las śpi, muszę obudzić serca elfów.
Ruszył w stronę tej części Lasu, w której rosły stare wiązy. Stał tam dom pary starszych elfów. Zajączek wiedział, że zarówno Babcia jak i Dziadek  kochają wszystko, co żywe. Kuleczka kicał wytrwale, zapadając się czasem po same uszy, aż dotarł do drzwi drewnianego domu.
Zapukał nieśmiało łapką. Drzwi otworzyły się z delikatnym dźwiękiem dzwoneczków, a w progu przykucnęła Babcia Etta, o włosach barwy księżycowego światła.
– Mały Kuleczko! – zawołała, a jej głos brzmiał jak szum strumyka. – Co cię sprowadza z twojej ciepłej norki w tak mroźną noc?
Kuleczka, nieco onieśmielony, opowiedział o zasypanych pędach i pustej spiżarni. Etta uśmiechnęła się ciepło i zaprosiła go do środka. Wnętrze pachniało miodem, suszonymi jabłkami i magią. Etta nie tylko obdarowała zajączka suszonymi jagodami i najsłodszym sianem, jakie Kuleczka kiedykolwiek widział, ale też wręczyła mu coś wyjątkowego – mały, świecący lampion z zaklętym wewnątrz jesiennym słońcem.
– Powieś to nad wejściem do swojego domku – poradziła. – Ciepło lampionu sprawi, że śnieg wokół twojego progu szybciej stopnieje i odsłoni świeżą trawę nawet w środku zimy.
Kuleczka wracał do domu, skacząc jeszcze wyżej niż rano. Teraz zima nie była już groźna. Była po prostu nową, białą przygodą, którą można było przeżywać z pełnym brzuszkiem i światłem przyjaźni, które rozgrzewało mocniej niż najgrubsze futerko.

Komentarze