To był poranek, o którym kwiaty na Polanie Srebrzystej Rosy chciałyby jak najszybciej zapomnieć. Nocny wiatr, dziki i nieokiełznany, tańczył tak gwałtownie, że aż stare sosny drżały z niepokoju.
Gdy słońce w końcu wyjrzało zza horyzontu, na środku łąki stał on – Mały Rumianek. A raczej to, co z niego zostało.
Jego złoty środek, zazwyczaj otoczony wianuszkiem śnieżnobiałych płatków, był teraz całkiem nagi. Wiatr zabrał mu wszystko. Rumianek tulił się do ziemi, ukrywając swoją łodyżkę w cieniu wysokich traw.
– Spójrzcie na mnie... – łkał cicho, a kropelki rosy na jego liściach nie były tym razem ozdobą, lecz łzami wstydu. – Jestem teraz tylko żółtym guziczkiem. Nie pasuję do tej pięknej łąki.
Pierwsza usłyszała go Chaberka. Jej płatki miały kolor najgłębszego nieba nad Lasem z Mchu i Paproci.
– Nie płacz, maleńki – szepnęła. – Czymże jest jeden płatek dla kogoś, kto ma ich całą koronę?
Zanim Rumianek zdążył odpowiedzieć, Chaberka drgnęła lekko, a jeden z jej szafirowych płatków, niesiony czarodziejskim podmuchem solidarności, przytulił się do żółtego środka rumianku.
Potem poruszył się Mak. Oddał płatek czerwony jak zachód słońca. Dzika Róża podarowała delikatny róż, a Jaskier dorzucił odrobinę słonecznego złota. Nawet mała Niezapominajka, choć sama drobniutka, z dumą oddała swój błękitny skrawek.
Stała się magia.
Rumianek nie był już zwykłym kwiatkiem. Wyglądał jak żywa tęcza, jak najpiękniejszy witraż, który uciekł z okna elfiej chatki. Kolorowe płatki opowiadały historię o dobroci sąsiadów. A wokół niego? Wokół niego stała najweselsza gromadka, jaką widział las. Chaberka miała małą „szczerbę” w swojej koronie, Mak wyglądał, jakby rano zapomniał zapiąć jeden guzik, a Róża dumnie prezentowała swoją niesymetryczną urodę.
Wyglądały zabawnie, to prawda. Ale w tej niedoskonałości kryła się najczystsza magia.
Wieczorem, gdy babcia Etta przechodziła skrajem polany z koszykiem ziół, przystanęła i uśmiechnęła się szeroko.
– Spójrz, Sylwionie – powiedziała do dziadka, który właśnie poprawiał kapelusz. – Ten kwiatek uczy nas czegoś ważnego. Prawdziwe piękno nie polega na tym, by mieć wszystko, ale na tym, by umieć się dzielić tym, co mamy.
I tak, dzięki jednemu wiatrowi i wielu wielkim sercom, Mały Rumianek stał się najszczęśliwszym mieszkańcem lasu. Bo choć stracił białe płatki, zyskał coś, czego żaden wicher nie zdoła zdmuchnąć – prawdziwą, kolorową przyjaźń.




Komentarze
Prześlij komentarz