Gołąb Maciek, dumny ze swojej nowej roli jednego z czterech oficjalnych listonoszy, traktował swoje obowiązki niezwykle poważnie. Tego ranka miał w torbie przesyłkę szczególną – list od Aariena do Idril.
Aarien dwa tygodnie temu wyruszył w daleką podróż. Obowiązki Strażnika Lasu wezwały go na same krańce zielonych granic, a Idril, choć rozumiała jego misję, z każdym dniem coraz częściej spoglądała w stronę horyzontu. Tęskniła za ich wspólnymi spacerami i rozmowami, które zawsze sprawiały, że mech wydawał się bardziej miękki, a światło słońca cieplejsze.
Gołąbek Maciek, odebrawszy list z rąk Aariena, ostrożnie zapakował go do swojej torby, i wzbił się ponad korony drzew. Skrzydła pracowały miarowo, a wiatr świszczał mu w uszach. Chciał być najszybszym posłańcem w historii lasu! Niestety, w tym pośpiechu i podniebnych akrobacjach, popełnił mały błąd – klamra torby nie była dopięta do końca.
Nagle poczuł, że torba stała się lżejsza. Spojrzał w dół i serce niemal mu zamarło. Dwie białe koperty, niczym zagubione pióra, wirowały w powietrzu, opadając prosto w gęstwinę.
– O nie, nie, tylko nie to! – gruchnął przerażony, natychmiast składając skrzydła do lotu nurkowego.
Krążył nad paprociami, czując, jak ogarnia go panika. Co powie Idril? Jak spojrzy w oczy Aarienowi? Na szczęście los sprzyjał skrzydlatemu listonoszowi. Na słonecznej polanie, tuż pod starą brzozą dostrzegł dwie białe plamki na mchu.
Wylądował, zebrał przesyłki i tym razem trzy razy sprawdził, czy zapięcie torby dobrze trzyma.
Kilka chwil później siedział już na parapecie okna Idril. Ta, gdy tylko zobaczyła gołębia, odłożyła hafty i z bijącym sercem otworzyła okno.
– Maćku! Czy to od niego? – zapytała, a jej oczy rozbłysły radością.
Podał jej list, gładząc piórka i wciąż nieco sapiąc z emocji. Idril niecierpliwie otworzyła kopertę, a na jej twarzy błąkał się najpiękniejszy uśmiech, jaki Maciek widział. List musiał być wyjątkowo miły, bo elfka nie tylko pogłaskała gołębia po główce, ale od razu pobiegła do spiżarni.
W nagrodę za trud (i za to, że list jednak nie został pod brzozą na zawsze), Maciek otrzymał pełną miseczkę pysznego ziarna. Zajadał je z apetytem, myśląc, że praca listonosza to jednak najpiękniejszy zawód w całym Lesie z Mchu i Paproci. Nie ma nic lepszego niż łączenie dwóch serc, nawet jeśli po drodze trzeba trochę ponurkować pod brzozę.








Komentarze
Prześlij komentarz