Późny wieczór w Lesie z Mchu i Paproci to czas Sylwiona. Podczas gdy Etta doglądała ostatnich płomieni w kominku, on zasiadał przy swoim biurku – potężnym plastrze dębu, który pamiętał czasy, gdy las był jeszcze małym zagajnikiem. Atrament, sporządzony z soku z jagód i gwiezdnego pyłu zebranego nad potokiem, lśnił delikatnie w ciemności.
Sylwion od lat skrzętnie zapisywał historie Lasu, i swojej rodziny.
– Każde słowo to ziarno – mawiał, zanurzając pióro w kałamarzu. – Jeśli zapiszesz je z czułością, kiedyś wykiełkuje w czyimś sercu jako wspomnienie.
Tego wieczoru skrobanie pióra brzmiało wyjątkowo radośnie. Sylwion opisywał przybycie Rumbasa i Loli. Wspominał o tym, jak mały dziczek po raz pierwszy powąchał czosnek niedźwiedzi i jak kuna Lola uznała lniane zasłony za najlepszy poligon akrobatyczny świata.
Nagle płomień w lampie zadrgał. Sylwion uniósł wzrok znad księgi. Za oknem, w błękitnej mgle, mignął mu cień Earyna, a gdzieś z oddali dobiegł go cichy dźwięk Srebrzystej Dzwonki. Uśmiechnął się do siebie. Wiedział, że Las nigdy nie przestanie go zadziwiać.
Dopisał jeszcze jedno zdanie na dole strony: „Najpiękniejsze historie to te, których nie musimy wymyślać – one dzieją się same, gdy tylko pozwolimy sercu patrzeć”.
Zamknął księgę, zdjął okulary i przez chwilę siedział w ciszy, słuchając, jak Las oddycha za oknem. Kolejny dzień został bezpiecznie zachowany między stronami czasu.
A potem zasnął ....Jego głowa powoli opadła na otwarte karty kroniki, tam, gdzie atrament był jeszcze świeży i pachniał dębem oraz magią.


Komentarze
Prześlij komentarz