Obietnica pod srebrzystym niebem

Wieczór w Lesie z Mchu i Paproci był wyjątkowo cichy, jakby same drzewa wstrzymały oddech, by nie mącić spokoju tej dwójki. Aarien i Idril siedzieli na swojej ulubionej polanie, tam gdzie paprocie pachną najintensywniej, a świetliki zaczynają swój nocny taniec. 

Aarien, zwykle czujny i skupiony na obowiązkach strażnika, tego wieczoru wydawał się dziwnie zamyślony. Trzymał dłoń Idril w swojej – tej samej dłoni, którą tak często leczył rany leśnych zwierząt. Idril natomiast oparła głowę o jego ramię, czując bicie jego serca, które od dawna rytmem przypominało jej własne.
- Idril... - zaczął cicho Aarien, a jego głos był głęboki i pełny emocji. - Przemierzam te ścieżki od lat, znam każde drzewo i każdy strumień. Ale dopiero odkąd jesteś obok, czuję, że naprawdę mam dokąd wracać. Ty jesteś moim domem. 
Idril podniosła wzrok, a w jej oczach odbijało się światło pierwszych gwiazd. Wiedziała, o czym myśli Aarien, bo te same myśli krążyły w jej głowie od dawna.
- Aarienie - szepnęła, ściskając jego dłoń mocniej. - Wszystko ma większy sens, gdy dzielę moje życie z Tobą. Myśl o tym, że moglibyśmy każdą wiosnę i każdą zimę witać razem, na zawsze... sprawia, że las wydaje mi się jeszcze piękniejszy.
Aarien ujął dłonie Idril, a ich palce splotły się tak naturalnie, jak korzenie starych dębów pod mchem. Spojrzał jej głęboko w oczy, w których odbijał się blask tysiąca leśnych świetlików.
- Idril - zaczął cicho, a jego głos drżał od emocji, których nie potrafił już dłużej skrywać. - Obiecuję ci, że moje serce będzie dla ciebie jak ten Las: bezpiecznym schronieniem w czasie burzy i radosną polaną w pełnym słońcu. Obiecuję wsłuchiwać się w twoje milczenie tak uważnie, jak wsłuchuję się w szept paproci o świcie. 
Idril poczuła, jak wzruszenie ściska jej gardło. Czuła, że to nie jest zwykłe przyrzeczenie, ale splot dusz, który wydarzył się na długo przed tym, zanim stanęli tu, pod srebrzystym niebem.
- A ja obiecuję ci, Aarienie - szepnęła, przybliżając swoją twarz do jego — że będę dbać o płomień naszej wspólnej magii tak, jak Etta dba o swoje najdelikatniejsze storczyki. Nie pozwolę, by zgasł, nawet gdy nadejdą mroźne noce. Będę twoim powrotem do domu, bez względu na to, jak daleko zaprowadzą nas leśne ścieżki. 
W tej chwili niebo nad nimi zdawało się jaśnieć jeszcze mocniej, jakby same gwiazdy chciały być świadkami tego przymierza. To była obietnica zapisana w szumie liści i blasku rosy – cicha, pokorna, a jednocześnie potężniejsza niż najstarsze zaklęcia. Od tej nocy każda ścieżka w naszym Lesie prowadziła ich już zawsze w tę samą stronę.
To był wieczór pełen wzruszeń, obietnic i pewności, że w całym Lesie z Mchu i Paproci nie ma większej siły niż to, co ich łączy.

Komentarze