To, co tu i teraz

W domu Idril wieczór zawsze pachniał tak samo: świeżo parzoną melisą i suszonymi ziołami, które zwisały z sufitu w kuchni. 

Kiedy Aarien zapukał do jej drzwi, Las za jego plecami zdawał się oddychać ciężkim, wilgotnym chłodem. Strażnik nie musiał nic mówić – linia jego ramion i kurz na skórzanym kaftanie opowiadały historię długiego dnia na granicach kniei.

Idril otworzyła drzwi, uśmiechnęła się tylko odsunęła, zapraszając go do środka.
– Herbata zaraz będzie gotowa, Aarienie. Usiądź – powiedziała cicho.
Aarien zajął miejsce na niskiej ławie przy kominku. W tym małym pomieszczeniu, wypełnionym ciepłem i magią Idril, czuł się dziwnie bezbronny, ale był to najbezpieczniejszy rodzaj bezbronności, jaki znał. 
Idril podeszła do niego, niosąc miskę z ciepłą wodą doprawioną naparem z nagietka.
– Daj mi swoje dłonie – poprosiła.
Strażnik, którego ręce potrafiły pewnie trzymać miecz w najgorszej wichurze, teraz posłusznie wyciągnął je przed siebie. Idril zaczęła powoli, z niesamowitą delikatnością, obmywać jego dłonie, zmywając z nich brud leśnych ścieżek i napięcie minionych godzin. Robiła to z taką uwagą, jakby dotykała najcenniejszego skarbu.
Aarien patrzył na jej skupioną twarz, oświetloną tańczącym płomieniem świecy, i czuł, jak spokój zalewa mu serce. Nie było tu walki, nie było obowiązków. Była tylko ona i to ciche porozumienie, że w tym miejscu, w jej obecności, może po prostu być sobą.
– Kiedy tu jestem, Idril... – zaczął cicho, a jego głos brzmiał głębiej niż zwykle – zapominam o wszystkim, co zostało za drzwiami. Zostaje tylko to, co jest tu i teraz.
Idril podniosła na niego wzrok, a w jej bursztynowych oczach odbiło się całe dobro tego świata.
– I o to właśnie chodzi, mój Strażniku. Dopilnuję, by mrok nie miał tutaj wstępu.

Komentarze