Marzenia Idril i Aariena

Słońce leniwie przesiewało się przez korony starych dębów, kładąc złote plamy na szmaragdowym mchu. Aarien i Idril siedzieli na swojej ulubionej polanie – tej samej, na której niedawno złożyli sobie obietnicę wspólnego życia. Przekomarzali się i snuli plany na przyszłość.
Aarien opierał się o pień drzewa, a Idril kreśliła palcem niewidzialne linie w powietrzu.
— Wyobraź sobie, Aarienie — zaczęła cicho, z uśmiechem — nasz wspólny dom. Nie musi być wielki. Chciałabym, żeby okna wychodziły na wschód, byśmy mogli budzić się razem z pierwszym szeptem paproci, który tak bardzo kochasz.
Aarien przyciągnął ją bliżej, czując zapach lasu i spokoju, który od niej bił.
— A w ogrodzie? — zapytał, gładząc jej dłoń. — Obiecałaś dbać o naszą magię tak troskliwie, jak Etta dba o swoje najdelikatniejsze storczyki. Może posadzimy tam krzewy niebieskich róż? Ich blask będzie nas prowadził do domu po każdej mojej warcie.
Idril zaśmiała się perliście, a jej śmiech brzmiał dla Aariena piękniej niż srebrne dzwoneczki. Nagle przerwała rysowanie, bo jej wzrok przykuł pobliski krzew obwieszony lśniącymi owocami. Były to Słoneczne Jagody – małe, złocisto-pomarańczowe kuleczki, które smakowały jak miód zmieszany z cytrynową rosą. Zerwała jedną i przesunęła nią po wardze Aariena, przerywając jego wywód o szerokości parapetów.
— Przestań już mierzyć te ściany, mój dzielny strażniku — przekomarzała się, mrużąc oczy. — Lepiej powiedz, czy te owoce nie są smaczniejsze od Twoich suchych racji, które zabierasz na patrole?
Aarien spróbował chwycić owoc ustami, ale Idril zwinnie cofnęła dłoń.
— No nie tak szybko! Najpierw musisz przyznać, że to ja będę decydować o tym, jakie kwiaty posadzimy przed wejściem. Twoje róże są piękne, ale potrzebujemy też czegoś, co pachnie jak letni wieczór.
— Przyznaję wszystko, co zechcesz, bylebyś tylko przestała mnie torturować tymi jagodami — mruknął Aarien z udawanym cierpieniem. — Ale pod jednym warunkiem: to ja będę odpowiedzialny za pilnowanie spiżarni przed Barnabą. Wiesz, że on potrafi wyczuć Słoneczną Jagodę z drugiego końca Lasu.
Idril w końcu poddała się i pozwoliła mu zjeść owoc. Aarien uśmiechnął się, czując na języku eksplozję słodyczy.
— Widzisz? — szepnęła Idril, opierając czoło o jego ramię. — Planowanie życia to nie tylko okna i dachy. To właśnie te chwile, kiedy kłócimy się o kwiaty, karmiąc się słońcem.
Aarien przyciągnął ją mocniej do siebie.
— W takim razie kłóćmy się tak codziennie, Idril. A te krzewy posadzimy tuż pod oknem, bym mógł Cię nimi budzić każdego ranka.
Siedzieli tak długo, wiedząc, że każda zima będzie ciepła, bo będą ją witać razem. Bo bez względu na to, jak daleko zaprowadzą ich leśne ścieżki, ich serca już zawsze będą dla siebie domem.

Komentarze