Tuk obudził się rano z bardzo ważną myślą. Skoro Elfie przywiozła ze sobą perłowe muszle, a Lioriel miała szafirowe portale, on – choć najmniejszy – też musiał znaleźć coś, co olśni cały Las.
— Znajdę Srebrną Kroplę — pisnął, poprawiając swoją czapeczkę z mchu. — Taką, która nigdy nie wysycha i świeci mocniej niż słońce u Elory w kuchni!
Tuk wyruszył na poszukiwania. Przeszukał gęste paprocie (gdzie znalazł tylko starego ślimaka, który zupełnie go ignorował)
Zajrzał pod korzenie wiekowego dębu i wspiął się na najwyższy krzak jaśminu. Skarbu nigdzie nie było.
W końcu, zmęczony i nieco smutny, usiadł na krawędzi dużego liścia łopianu. Nagle, tuż obok niego, na samym koniuszku trawy, dostrzegł coś niezwykłego. Była to pojedyncza kropelka rosy, w której odbijał się cały świat: błękit nieba, zieleń mchu i i wszystkie kolory kwiatów, które rosły wokół.
Tuk chciał ją złapać, ale gdy tylko dotknął kropli paluszkiem, ta pękła, zwilżając mu dłoń.
Popatrzył na swoje mokre palce, które mieniły się w słońcu. Potem spojrzał na rosnące wokół kwiaty, które dzięki tej samej rosie wyglądały na silne i szczęśliwe. A potem zrozumiał: skarb nie zniknął, on po prostu stał się częścią Lasu.
Morał: Tuk zrozumiał, że najpiękniejszych rzeczy w Lesie nie da się zamknąć w słoiku ani schować do norki Barnaby. Największym skarbem jest to, co daje życie, co przemija z każdym rankiem, ale sprawia, świat po prostu rozkwita na nowo. Nie musisz niczego posiadać, by móc cieszyć się jego blaskiem.





Komentarze
Prześlij komentarz