Faelan i Oak wyruszają w daleki świat. Wyprawa pierwsza.

Pewnego ranka Oak i Faelan postanowili, że chcą poznać świat. 


Oak, zawsze zapobiegliwy, spakował do lnianego woreczka garść suszonych jagód i zapasową cięciwę do łuku z leszczyny. Faelan natomiast, z naturą marzyciela, zabrał jedynie swój flet i kieszeń pełną pyłu gwiezdnego, twierdząc, że "ciekawość to najlepszy kompas".


Ich podróż zaczęła się od przekroczenia Srebrzystego Potoku.
Był szeroki, ale płynął łagodnie, woda delikatnie obmywała piaszczyste brzegi, porośnięte wysokimi trawami i kwiatami. Chłopcy przykucnęli, rozglądając się i zastanawiając, jak przejść na drugą stronę.

- Zobacz! Tam! - wykrzyknął Oak, pokazując lekki zakręt - tam są rozrzucone w wodzie kamienie, na pewno damy radę przejść! 

Nie trzeba było dwa razy powtarzać, i już za moment Oak zwinnie przeskakiwał z kamienia na kamień.


Gdy tylko ich stopy dotknęły nieznanego mchu po drugiej stronie, las wydał się wyższy, a zapachy — intensywniejsze. Druga strona przywitała ich zapachem dzikiego tymianku.

Przeskakując przez wystające korzenie dębów, dotarli do piaszczystego pagórka ukrytego pod gęstymi krzewami jałowca. Tam, między splątanymi korzeniami, odkryli lisią norę – rozległy tunel prowadzący głęboko pod ziemię. Elfy, znane ze swojej ciekawości, przycupnęły cicho w cieniu liści łopianu.

Nagle z ciemnego otworu wysunął się mały, wilgotny nosek. Po chwili ich oczom ukazał się lisek o miękkim, puszystym futerku, które w promieniach słońca lśniło jak miedź. Malec mrużył ślepia, rozglądając się po lesie, a jego wielkie, czujne uszy wyłapywały każdy szmer liści.
Chłopcy zamarli z zachwytu. Wiedzieli, że w lesie najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu, i że aby się zaprzyjaźnić, trzeba wykazać się cierpliwością. Lisek, choć płochliwy, poczuł ich dobrą energię. Zamiast uciec, ziewnął uroczo, pokazał małe ząbki i przez moment wpatrywał się w elfy swoimi mądrymi oczami, a potem zwinął się w kłębek i zasnął.

Chłopcy nie odważyli się poruszyć, żeby nie spłoszyć leśnego przyjaciela.
Kiedy po chwili lisek leniwie uchylił jedno oczko, przeciągnął się porządnie, aż zatrzęsły mu się koniuszki uszu. A potem puszysty rudy ogon zniknął ostatecznie w ciemności nory.
W sercach elfów rozlało się przyjemne ciepło – to samo, które czuje się po usłyszeniu pięknej tajemnicy. Nie musieli nic mówić; wymienili tylko porozumiewawcze spojrzenia pełne blasku. Zrozumieli, że lisek nie uciekł ze strachu, lecz odszedł z poczuciem bezpieczeństwa, zostawiając im w darze najcenniejszą walutę lasu: zaufanie.
Zamiast ruszyć w dalszą drogę z hałasem, elfy zaczęły powoli i z szacunkiem wycofywać się z polany. Wiedziały, że od teraz to miejsce nie jest już tylko zwykłym skrawkiem boru, ale domem ich nowego przyjaciela. 
Faelan i Oak wracali do swojego domu niosąc w pamięci obraz mądrych, lśniących oczu, które obiecały im, że jeśli tu wrócą, las znów odsłoni przed nimi swoje tajemnice.

Komentarze