Sylwion i przedwieczorna drzemka

Cisza  kojąco otuliła dom, zwiastując chwilę wytchnienia. 

Nadszedł moment codziennego rytuału, który Sylwion uprawiał od dobrych stu lat. Czas przedwieczornej drzemki. 

Nie była to zwykła drzemka. Gdy tylko Sylwion zamykał oczy, granica między jawą a snem zacierała się, a on sam stawał się częścią eterycznej krainy, w której czas płynął inaczej, a wspomnienia przybierały realne kształty.
Ta sędziwa tradycja nie była jedynie odpoczynkiem dla ciała, lecz przede wszystkim pokarmem dla ducha, pozwalającym mu czerpać siłę z minionych wieków i z nadzieją spoglądać w nadchodzącą przyszłość. Każda godzina spędzona w tym stanie była jak cenny klejnot, który Sylwion starannie pielęgnował, wiedząc, że to właśnie te chwile wytchnienia pozwalają mu zachować jasność umysłu i pogodę ducha przez tak długie lata.
Tym niemniej przygotowania do drzemki zawsze odbywały się w ten sam, wart opowiedzenia, sposób.
 Sylwion najpierw okrążał swój wysłużony fotel trzykrotnie, poruszając się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Pod nosem mruczał niskim głosem zaklęcia mające na celu sprawić, by mebel był mocny i wytrzymały. Następnie badał miękkość poduszki, uciskając ją z namaszczeniem opuszkami palców, zupełnie jakby sprawdzał sprężystość magicznej gąbki. 
Dopiero gdy uznał, że ta część rytuału została dopełniona, a fotel gotów na przyjęcie jego dostojnych kształtów, wydawał z siebie pomruk zadowolenia, który niósł się echem po cichej komnacie. 
Następnie zaczynał się rytuał koca.
Najpierw strzepywał go energicznie, jakby chciał usunąć z niego wszelkie złe fluidy, które mogły osiąść w ciągu dnia. W powietrzu wirowały niewidoczne gołym okiem cząsteczki kurzu, mieniąc się w blasku ognia z kominka. Rozkładał go następnie z namaszczeniem na kolanach, wygładzając każdą fałdę z pedantyczną dokładnością, upewniając się, że materiał przylega idealnie i nie pozostawia szczelin dla podstępnego chłodu.
Dopiero gdy miękki, ciepły ciężar spoczął na jego nogach, a dłonie, gładząc tkaninę, poczuły znajome ciepło, Sylwion odchylał głowę do tyłu. Zamykał oczy, a z jego ust wydobywało się głębokie, przeciągłe westchnienie ulgi, będące ostatnim akordem jego codziennej ceremonii. 
Otulony kokonem komfortu, gotów był wreszcie oddać się zasłużonemu spoczynkowi, chroniony przez moc rytuałów i magię domowego ogniska.

Komentarze