Tuk zdobywa żołędzia

Pewnego słonecznego ranka, malutki elf Tuk natknął się na leśnej ścieżce na prawdziwy cud natury – znalazł ogromnego, lśniącego żołędzia. 

Skarb był przepiękny. Miał barwę polerowanego mahoniu, idealnie gładką skorupkę i czapeczkę tak misternie rzeźbioną, jakby wyszła spod dłuta leśnego jubilera.

Cóż, ale dla tak drobnej istoty ważył prawie tyle, co głaz. Tuk próbował go podnieść, jednak żołądź nie dość że wielki, to na dodatek był ciężki i śliski. Tuk próbował go objąć, ale owoc wymykał się, turlając się po ścieżce.

Tuk nie poddał się jednak i zawołał swojego silnego przyjaciela, Chrząszcza.

Zgrany duet, sapiąc i pocąc się, dotarł w końcu pod dziuplę elfa. 
Tuk, z błyskiem w oku, przyjrzał się chropowatej czapeczce – „Będzie idealna do kąpieli!”. Poprosił chrząszcza o pomoc, a ten swoimi rogami oddzielił czapeczkę od żołędzia.
Co do reszty znaleziska, elf miał już plan.
Choć żołądź był wspaniałą ozdobą, elf wiedział, że jego prawdziwa wartość nie tkwi w wyglądzie, lecz w tym, co drzemie w środku. 
Tuk chwycił łopatkę i z wielkim zapałem zaczął kopać dołek w żyznej ziemi. 
Gdy w końcu zakopał swój skarb, uśmiechnął się dumnie. Wiedział, że cierpliwość zamieni ten mały gest w potężny dąb, dając dom i cień przyszłym pokoleniom leśnych stworzeń.
Morał:
Z czegoś bardzo małego może wyrosnąć coś wielkiego, jeśli tylko podarujemy temu czas i opiekę.


Komentarze