Pewnego słonecznego popołudnia dziadek Sylwion siedział na swojej ulubionej starej ławce przed domem. Jak co dzień, pykał z rzeźbionej fajki, a dym układał się w leniwe kółka, które powoli dryfowały w stronę lasu.
Patrząc na złocące się trawy, Sylwion uśmiechnął się pod nosem. Wspomniał dzień, w którym przy leśnym strumieniu spotkał wędrownego sprzedawcę, który ciągnął za sobą wózek pełen suszonych ziół, różnych pakunków i tajemniczych, szklanych fiolek.
Wędrowny handlarz z tajemniczym mrugnięciem oka wręczył mu niewielki, płócienny woreczek.
– „To tytoń księżycowych prządek, panie elfie” – wyszeptał wtedy handlarz. – „Pokazuje to, czego serce najbardziej pragnie, a o czym głowa dawno zapomniała”.
Sylwion pamiętał, jak wracają do domu sceptycznie podchodził do tych zapewnień, dopóki pierwszy raz nie nabił fajki tym niezwykłym suszem.
Tamtego wieczoru dym nie rozpłynął się w powietrzu, lecz zaczął tańczyć, przybierając kształty z jego młodości: sylwetki dawnych przyjaciół, zapomniane ścieżki w krainie Wysokich Mgieł i twarz matki, której rysy dawno już zatarły się w jego pamięci.
Każdy kłąb dymu szeptał echem dawnych obietnic, przywracając zapach mokrej paproci i smak miodu pitnego z biesiad w dolinie.
Sylwion zrozumiał, że to nie był zwykły tytoń, lecz tkacz wspomnień, który potrafił na moment cofnąć czas.
Dziś, siedząc na łące, dziadek Sylwion ponownie sięgnął do starego woreczka. Choć tytoniu zostało już na dnie tylko na kilka pociągnięć, każda chwila spędzona z magicznym dymem była dla niego jak podróż w czasie. Gdy wypuścił kolejną chmurę, ta uformowała się w kształt małego smoka – dokładnie takiego, jakiego rzeźbił w drewnie dla swoich wnuków dziesiątki lat temu.
– Magia nie tkwi w tytoniu – mruknął do siebie staruszek, przymykając oczy – ale w tym, że wciąż mamy co wspominać.
Wypuścił ostatni kłąb dymu, a wraz z nim powróciło do niego całe przeżyte życie.




Komentarze
Prześlij komentarz