Odkąd w tajemniczej jaskini Aarien usłyszał potężny, a zarazem kojący głos Eldarsila, jego życie przestało należeć tylko do niego. Słowa o misji Strażnika Lasu* wyryły się w jego sercu głębiej niż runy na pniach prastarych dębów. Od tego dnia Aarien każdą wolną chwilę spędzał w Lesie z Mchu i Paproci, nasłuchując drżenia liści i skarg pękającej kory.
Zima była bezlitosna. Mroźne palce lodu sięgnęły głęboko pod ziemię, a ciężki śnieg łamał gałęzie, które przetrwały wieki.
Aarien, choć pełen dobrych chęci, często czuł bezsilność. Kładł dłonie na przemarzniętych pniach, ale jego własne ciepło nie wystarczało. Posiadał co prawda starożytną księgę pełną receptur na roślinne leki, jednak natura skąpiła mu składników – rzadkie porosty i lśniące pyłki kiedyś można było zdobyć w lesie, ale już od wieków nikt ich nie znalazł.
Teraz była już wiosna, ale wiele drzew ucierpiało. Aarien pomagał jak mógł: oklejał rany miękkim mchem, podlewał korzenie najczystszą wodą ze Srebrzystego Strumienia, i zawsze przemawiał do roślin, by czuły, że ich opiekun jest obok - to jednak nie pomagało na wszystkie leśne kłopoty.
Wszystko zmieniło się w dniu, gdy Idril wręczyła mu niewielki pakunek.
– Otwórz go dopiero w domu, Aarienie – powiedziała z zagadkowym błyskiem w oku.
Gdy tylko przekroczył próg swojej chaty i zdjął papier, jego oczom ukazało się kunsztownie rzeźbione drewniane pudełko. Gdy uniósł wieczko, wnętrze rozświetliło się łagodnym, złotym blaskiem.
W środku spoczywały starożytne zioła, których poszukiwał od miesięcy. Nie czekając na świt, od razu zajął się przygotowaniem leków. Zapach żywicy i suszonych kwiatów wypełnił izbę, gdy Aarien, śledząc zapisy w księdze, mieszał maści i mazidła.
Następnego ranka, z nową nadzieją, wyruszył w głąb Lasu.
Pierwszym pacjentem było stare drzewo ze złamaną gałęzią. Aarien nabrał pędzelkiem odrobinę świeżej mazi i delikatnie, niemal nabożnie, posmarował ranę. To, co stało się chwilę później, zaparło mu dech – drewno zaczęło pulsować, pęknięcia zrosły się w mgnieniu oka, a z martwego, wydawałoby się, kikuta wystrzeliły świeże, zielone listki.
Patrząc na lśniące, młode liście, Aarien pomyślał o tym, jak niezwykłą istotą jest Idril. Nie tylko zdobyła składniki, które wydawały się utracone, ale przede wszystkim podarowała mu wiarę w to, że nie musi dźwigać losu lasu samotnie. Przyszłość rysowała się naprawdę wspaniale!
* opowieść, jak Aarien usłyszał głos przodka, przeczytasz tutaj: KLIK






Komentarze
Prześlij komentarz