Śnieg sypał gęstymi płatkami, otulając dolinę białą, puchatą kołdrą, gdy Etta usłyszała ten dźwięk – delikatny, rytmiczny brzęk dzwoneczków niesiony przez mroźne powietrze.
Z jeszcze mrocznego o poranku lasu wyłonił się zaprzęg. Dwa masywne renifery o potężnych porożach szły miarowo, a ich oddechy tworzyły małe obłoczki pary. Za nimi sunęły ciężkie, dębowe sanie, na których spoczywał obiekt pożądania Etty: ogromna drewniana skrzynia, obwiązana grubym, konopnym sznurem.
Sanie zatrzymały się z lekkim skrzypieniem tuż przed gankiem. Etta, nie zaprzątając sobie głowy włożeniem płaszcza czy rękawiczek, wybiegła na zewnątrz. Mroźne powietrze szczypało ją w policzki, ale nie zwracała na to uwagi.
Woźnica, opatulony w futra, skinął jej głową i sprawnym ruchem poluzował liny. Skrzynia była surowa, pachniała żywicą i daleką, północną krainą. Na wieku widniały wypalone w drewnie runy, których Etta nie potrafiła odczytać, ale ich widok sprawił, że przeszły ją dreszcze ekscytacji.
Kiedy skrzynia stanęła już w domu, Sylwion zdjął po kolei deski - oczom obojga ukazała się komoda w kolorze głębokiej, butelkowej zieleni - prezentowała się wręcz majestatycznie.
– Widzisz, Sylwionie? Jest idealna! – zawołała, gładząc aksamitną powierzchnię drewna. – Moi Przyjaciele mają nieomylny gust. To tutaj zamieszkają lniane szaty na Wielkie Przesilenie i moja księga zaklęć.
Sylwion, drapiąc się po siwej brodzie, przyglądał się meblowi z lekkim niepokojem.
– Jest piękna, moja żono, ale ogromna. Wnieśmy ją do salonu, tam przy kominku będzie jej najlepiej.
– Do salonu? Wykluczone! – Etta machnęła ręką. – Ona musi stać w sypialni, pod oknem, żeby światło księżyca padało wprost na szufladę z pamiątkami.
Sylwion zaparł się w drzwiach sypialni:
– Po moim trupie, Etto! W nocy będę się o nią potykał. Przecież wiesz, że po ciemku moje stopy szukają kłopotów. Złamię palec i kto wtedy będzie rąbał drewno na podpałkę?
Chrząknął, szukając następnego argumentu, ale Etta nie dała mu dojść do słowa.
– No, chyba że planujesz kolejne nocne wyprawy. Wszyscy widzieliśmy jak ostatnio lunatykowałeś prosto do spiżarni. Mówiłeś, że to magia, a rano całą brodę miałeś w fioletowych plamach. Jeśli więc nie planujesz znowu wyjadać moich najlepszych konfitur jagodowych pod osłoną nocy, to komoda w sypialni w niczym ci nie przeszkodzi!
Sylwion otworzył usta, zamknął je, a potem zerknął na swoje palce, jakby już czuł na nich smak jagód.
– No dobrze... – mruknął pod nosem, uciekając wzrokiem. – Ale jeśli choć raz uderzę się w mały palec, będziesz musiała zaczarować go tak, żeby przestał boleć.
-Oczywiście, mój drogi - zaśmiała się Etta - przecież tuż pod ręką będę miała księgę zaklęć, nie będziesz musiał długo czekać!




Komentarze
Prześlij komentarz