Sylwion otworzył jedno rozespane oko i zauważył, że coś się zmieniło. Poranne światło mocniej niż zwykle odbijało się od drewnianej podłogi. Wygramolił się spod ciepłej pierzyny i zerknął za okno. W nocy spadł pierwszy śnieg.
– Pamiętasz, Sylwionie? –zawołała Etta z kuchni, nie odrywając wzroku od wirujących płatków. – Zupełnie jak podczas Wielkiego Szronu.
Sto lat temu zima uderzyła z taką siłą, że cały Las z Mchu i Paproci zamienił się w kryształową krainę w jedną noc.
Sylwion przeciągnął się, aż w starych kościach coś cicho chrupnęło, i powoli wsunął stopy w wełniane kapcie. Zapach herbaty z miodem i berhgamotką, płynący prosto z kuchni, był jak ciepły uścisk, który ostatecznie wygnał resztki snu.
– Pamiętam, Etto – odrzekł zachrypniętym głosem, podchodząc do żony. – Wtedy mróz był tak srogi, że pękały pnie najstarszych dębów, a my musieliśmy uszczelniać okna mchem i czarami, żeby oddech nie zamarzał nam na ustach.
Etta uśmiechnęła się, wspominając, jak sto lat temu młody wówczas Sylwion przyniósł jej naręcze zamarzniętych jagód jemioły, które w cieple kominka lśniły jak perły. To była zima, która nauczyła ich, że dopóki mają siebie, żaden lód nie dotrze do serca.
Wspomnienie tamtego mroźnego, ale magicznego czasu ogrzało ich serca bardziej niż kominek. Sylwion objął Ettę mocniej, czując wdzięczność, że po stu latach wciąż widzi ten sam błysk w jej oczach, gdy patrzy na pierwszy śnieg.
Etta wrzuciła do garnka sporo suszonych ziół, dodała też garść suszonych owoców czarnego bzu, szczyptę rozgrzewającego imbiru i drogocenny, złocisty susz z korzenia jeżówki, który zbierała w pełnym słońcu ubiegłego lata. Zalała zioła wrzątkiem, a aromat pysznej mikstury wypełnił kuchnię nutą miodu i lasu.
– Pij, Sylwionie. Na odporność, żeby żadna zima nie była nam straszna – szepnęła, podając mu parujący napar.
Usiedli blisko siebie na na dębowej ławie, powoli siorbiąc ziołowy napar. Za oknem świat stawał się coraz bielszy, a oni celebrowali każdy łyk, dzieląc się ciszą, która mówiła więcej niż tysiąc słów, i rozkoszując się faktem, że po stu latach wspólnych zim, ich własne ciepło wciąż jest najskuteczniejszym lekarstwem na mróz.






Komentarze
Prześlij komentarz