Gdy Sylwion wyszedł na próg domu, by zaczerpnąć mroźnego powietrza, poczuł na policzku powiew tak czysty, że aż kłujący. Na skraju polany dostrzegł postać, która zdawała się być utkana z samej poświaty księżyca.
Miija stała bez ruchu, a obok niej, niczym żywy posąg z lodu, czuwał wielki, biały wilk.
– Witaj, sędziwy mieszkańcu – szepnęła Miija, a jej głos brzmiał jak delikatne pękanie lodu na jeziorze.
Sylwion, choć przeżył w Lesie z Mchu i Paproci ponad sto zim, poczuł nagle nabożny lęk zmieszany z zachwytem. Elfka zbliżyła się, a śnieg pod jej stopami wydawał cichutkie dżwięki, jakby pękały lodowe igły.
Podeszła do Sylwiona i wyciągnęła dłoń, w której trzymała pojedynczy, błękitny płatek.
– Przynoszę spokój dla lasu i wytchnienie dla twoich kości – powiedziała, kładąc dłoń na jego ramieniu. W miejscu jej dotyku Sylwion poczuł nie mróz, lecz kojący chłód, który sprawił, że uporczywe rwanie w stawach nagle ustało.
Stary elf, poruszony tą magią, wrócił na chwilę do chaty i wyniósł parujący jeszcze kubek naparu od Etty.
– To na rozgrzanie serca Pani Zimy – rzekł z uśmiechem.
– To na rozgrzanie serca Pani Zimy – rzekł z uśmiechem.
Miija ujęła naczynie, a gdy jej palce dotknęły ceramiki, para nad kubkiem zastygła w locie, tworząc maleńką, ulotną rzeźbę z mgły. Miija nie piła, ale odetchnęła aromatem miodu i bergamotki, uśmiechając się do wspomnień ukrytych w tym zapachu.
– Macie w sobie ciepło, którego nie pokona nawet Wielki Szron – rzekła, po czym odwróciła się i odeszła w stronę gęstwiny.
Wilk ruszył za nią, a ich ślady na śniegu natychmiast wypełniły się błękitnym blaskiem, oświetlając drogę do głębi lasu, który pod ich opieką zapadał w najbezpieczniejszy sen od stu lat.



Komentarze
Prześlij komentarz