Noc nad Lasem z Mchu i Paproci była cicha, a niebo lśniło jak rozsypane srebro.
Sylwion, zamiast grzecznie spać w cieple, wdrapał się na dach, rozłożył mapy i z wielkim przejęciem wyregulował lunetę.
– Sylwionie! – dobiegł z dołu szept Etty. – Co ty tam znowu wypatrujesz? Jest środek nocy, a rosa zaraz zmoczy ci tę twoją mądrą brodę!
Sylwion ani drgnął. Jedno oko przymrużył, drugim chłonął blask gwiazd, uśmiechając się pod wąsem.
– Ciiii, Etto! – odszepnął z udawaną powagą. – Prowadzę skomplikowane obliczenia astronomiczne. Właśnie namierzyłem konstelację „Śpiącego Borsuka”.
Etta wychyliła się przez okno, kręcąc głową z rozbawieniem. Znała te jego „badania” aż za dobrze.
– I co ten twój borsuk mówi? Że czas zejść na herbatę?
– Mówi wyraźnie, że według dzisiejszego ułożenia gwiazd, jutrzejszy dzień jest absolutnie niekorzystny dla wszelkich prac domowych – ogłosił Sylwion, z satysfakcją składając lunetę. – Zwłaszcza dla naprawiania płotu, o co mnie prosiłaś. Gwiazdy wręcz nakazują nam spędzić całe popołudnie na leniwym obserwowaniu mrówek przy strumieniu. To naukowo potwierdzone, Etto!
Etta zaśmiała się cicho i wyszła przed dom.
– No dobrze, panie astronomie. Złaź już z tego dachu, zanim naprawdę z niego spadniesz – zawołała z rozbawieniem. – Ale pamiętaj: jutro te twoje gwiazdy będą musiały mi wyjaśnić, dokąd zniknęło całe ciasto jagodowe, które właśnie wyjęłam z pieca!
Na te słowa Sylwion zszedł na dół po chwiejnej drabinie szybciej, niż spada jakakolwiek gwiazda z nieba. Bo choć magia i astronomia były jego pasją, to zapach świeżego ciasta Etty był jedyną siłą we wszechświecie, której nigdy nie potrafił się oprzeć.





Komentarze
Prześlij komentarz