Operacja: kondycja

 Dziadek Sylwion stanął rano przed Ettą i i westchnął tak ciężko, że aż poruszyły się zasłonki.

- Etto, kochanie – zawołał, usiłując wciągnąć brzuch, który przez zimę stał się niepokojąco okrągły - Obawiam się, że ktoś nocą zwęził moją ulubioną lnianą kamizelkę. To pewnie sprawka tych psotnych chochlików zza potoku.
Babcia Etta uśmiechnęła się pod nosem.
- Oczywiście, Sylwionie. Chochliki mają też tendencję do podmieniania dziurek w pasku na takie, które są bliżej klamry. To bardzo znany fenomen.
Sylwion poklepał się po brzuchu, który sprężynował radośnie.
- Dosyć tego. Elf w moim wieku powinien być lekki jak nasionko dmuchawca, a nie jak dojrzała dynia. Od dziś... trening!
Wyszedł na polanę przed domem, ubrany w luźne portki. Plan był prosty: gimnastyka według starej szkoły elfich zwiadowców. Zaczął od wymachów ramion.

- Raz, dwa... - sapał, obserwując, jak stado wróbli z zaciekawieniem ląduje na gałęzi wiązu - One się śmieją, Etto! Widzę to w ich ślepiach!

- One podziwiają twoją dynamikę, drogi mężu - odkrzyknęła Etta.
Sylwion przeszedł do skłonów. Gdy jego palce utknęły gdzieś na wysokości kolan, a twarz przybrała kolor dojrzałej jarzębiny, znieruchomiał.

- Myślę - wykrztusił, wciąż zgięty w pół - że ziemia dziś ucieka przed moimi dłońmi. To kwestia pola magnetycznego lasu. Wyjątkowo silne tej wiosny.
- Niewątpliwie - przytaknęła Etta, tłumiąc śmiech - Może spróbujesz poskakać?
Dziadek Sylwion odbił się od mchu. Raz, drugi, trzeci. Przy czwartym wylądował tak niefortunnie, że oponka na brzuchu zafalowała, a on sam stracił równowagę i klapnął prosto w miękką kępę mchu.
- I jak? - zapytała Babcia, podchodząc do niego.
Sylwion leżał na plecach, patrząc w błękitne niebo prześwitujące przez liście.
- Wiesz co, Etto? Ten mech jest niesamowicie wygodny. Pomyślałem sobie, że gwałtowne ruchy mogłyby przestraszyć budzące się owady. Jako starszy elf muszę być odpowiedzialny za ekosystem.
Etta wyciągnęła do niego rękę.
- To bardzo szlachetne z twojej strony. A skoro tak odpowiedzialnie podchodzisz do tematu ekologii, i skoro już spaliłeś przynajmniej jedną jagodziankę tymi wymachami, to może wrócimy do domu? Upiekłam chleb z ziarnami. Bardzo... dietetyczny.
Sylwion wstał, otrzepał portki i z powrotem odzyskał swój szelmowski błysk w oku.
- Dietetyczny chleb? No dobrze. Ale pod warunkiem, że posmarujemy go grubą warstwą miodu. Dla równowagi energetycznej, rozumiesz.
- Oczywiście - zaśmiała się Etta, obejmując go w pasie. - Przecież nie chcemy, żebyś stał się zbyt lekki. Jeszcze silniejszy wiatr porwałby mi męża nad korony drzew, a kto by mi wtedy opowiadał te wszystkie historyjki o chochlikach zwężających ubrania?

Komentarze