Poranek zaczął się od rytmicznego stukania drewnianej łyżki o kamionkową misę. Etta wsypywała do niej płatki owsiane, a każdy ruch jej dłoni był pełen spokoju. Dla niej pieczenie nie było zwykłym obowiązkiem – to był sposób, w jaki rozmawiała z Lasem i jego mieszkańcami.
Wszyscy kochali jej ciasteczka.
„Dodam do ciasta szczyptę suszonej lawendy” – pomyślała z czułością. – „Lawenda uspokaja sny. Niech te ciasteczka będą dla nich jak ciepły koc, kiedy wrócą zmęczeni do domu”.
Zaczęła wyrabiać masę, a jej usta same ułożyły się w miękkie, melodyjne nucenie. To była melodia, którą znała tylko ona – nastrojowe „m-m-m”, które zdawało się wnikać prosto w ciasto. Wierzyła, że dobre myśli są jak drożdże: sprawiają, że wszystko, co robisz, staje się lżejsze i daje radość tym, którzy będą to jeść.
W końcu nadszedł ten moment. Etta założyła grube, pikowane rękawice i ostrożnie otworzyła drzwiczki pieca. Buchnęła z niego gorąca fala zapachu pieczonego owsa, palonego masła i leśnego miodu. Gdy blacha z cichym brzękiem spoczęła na drewnianym stole, twarz Etty rozjaśnił promienny uśmiech.
Dopiero teraz, widząc idealnie złociste brzegi ciastek, pozwoliła sobie na oddech. Jej usta same ułożyły się w miękkie, radosne nucenie. To nie była piosenka ze słowami, a jedynie ciepłe, mruczane „m-m-m”, które wibrowało w rytm jej bicia serca.
„Udały się” – pomyślała, nucąc coraz śmielej. – „Są dokładnie takie, jakich potrzebuje ten dzień. Słodkie, chrupiące i pełne dobrych życzeń”.
Etta zaśmiała się cicho, wyjmując rumianą blachę. Wiedziała, że ten zapach jest lepszy niż jakiekolwiek zaproszenie. Zaraz usłyszy skrzypnięcie furtki, wesoły głos Sylwiona i tupot lisich i zajęczych łapek.
Kołysała się lekko, patrząc, jak znad ciasteczek unosi się leniwa para. Wiedziała, że to nucenie niesie się przez szpary w oknach prosto do lasu, obwieszczając wszystkim, że w chatce pod mchem czeka na nich bezpieczna przystań i coś pysznego. Śmiała się cicho do swoich myśli, czując, że każda kruszynka na tej blasze jest małym posłańcem jej miłości.
- 1 szklanka płatków owsianych (najlepiej górskich, bo dają siłę!)
- pół szklanki mąki (Etta używa orkiszowej, by ciasto było lekkie, ale możesz użyć pszennej)
- 1/3 szklanki prawdziwego miodu (najlepiej leśnego)
- pół kostki miękkiego masła (prawdziwego, pachnącego łąką)
- 1 jajko od szczęśliwej kurki
- pół łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli morskiej
- 1 płaska łyżeczka suszonych kwiatów lawendy (tylko jadalnej!)
- opcjonalnie: garść posiekanych orzechów laskowych
- Najpierw utrzyj masło z miodem. Rób to powoli, aż powstanie puszysta, złocista masa. Poczuj, jak zapach miodu zaczyna wypełniać kuchnię.
- Teraz wbij jajko. Mieszaj energicznie, aż wszystko się połączy. Widzisz, jakie to proste?
- Czas na sypkie dary. Wsyp płatki owsiane, mąkę, sodę i tę odrobinę soli. A teraz najważniejsze: weź w palce lawendę. Rozetrzyj ją lekko, zanim wrzucisz do miski – to wtedy uwalnia swój najpiękniejszy aromat. Jeśli masz orzechy, dodaj je teraz.
- Wymieszaj wszystko dokładnie drewnianą łyżką. Nie spiesz się. Pomyśl o kimś, kogo kochasz, i wmieszaj tę dobrą myśl prosto w ciasto.
- Rozgrzej piec do 180 stopni. W międzyczasie wykładaj blachę papierem. Nabieraj łyżką małe porcje ciasta i układaj je w sporych odstępach, bo ciasteczka lubią sobie trochę „urosnąć” i rozleniwić się na blaszce.
- Piecz je przez około 12–15 minut. Pilnuj ich! Gdy tylko brzegi staną się rumiane i złociste jak zachodzące słońce nad lasem, wyjmij je natychmiast.




Komentarze
Prześlij komentarz