Popołudnie było tak ciche, że słychać było jedynie tykanie starego zegara i miarowe skrobanie pióra Etty, która w kuchni zapisywała coś w swoim zeszycie z przepisami.
Sylwion, korzystając z tej błogiej chwili, postanowił posegregować zapasy suszonych jabłek, które jeszcze od jesieni czekały w płóciennych woreczkach na górnej półce w spiżarni. Wspiął się na mały stołeczek, nucąc pod nosem jakąś starą, elficką melodię o wędrujących chmurach. Właśnie wtedy poczuł, że półki dziwnie drżą.
- Baryłko? - szepnął, zaglądając za słoiki z konfiturą. - Jeśli tam jesteś, to wiedz, że to początek twoich kłopotów.
Na podłodze, zza ogromnego gąsiora z sokiem malinowym wychylił się puszysty, brązowy pyszczek. Baryłka nie uciekał. Siedział trzymając w łapkach rozerwany płócienny woreczek z suszonymi jabłkami. Sylwion westchnął, ale zamiast go pogonić, usiadł obok na podłodze.
Wyciągnął dłoń i delikatnie pogłaskał kosmatą głowę złodziejaszka.
- Wiesz, Baryłko - zaczął cicho, a jego głos zmieszał się z rytmicznym skrobaniem pióra Etty dochodzącym z kuchni - te jabłka miały trafić do świątecznego kompotu. Ale skoro już wybrałeś te najsłodsze, to chyba musimy dobić targu.
Baryłka zastygł, mrużąc ślepia, jakby analizował powagę sytuacji. Sylwion uśmiechnął się pod nosem:
- Ty mi pomożesz przebrać te, które ocalały, a ja przymknę oko na tę dziurę w woreczku. Etta nie musi wiedzieć, że nasze zapasy „skurczyły się” w tak tajemniczych okolicznościach.
W tej samej chwili skrobanie pióra ustało.
- Sylwionie? - zawołała Etta, nie podnosząc wzroku znad zeszytu. - Jeśli to Baryłka, to powiedz mu, że ciasto z jabłkami będzie gotowe za godzinę. Ale tylko dla tych, którzy nie podjadają z szafki przed czasem!
Sylwion i puszysty winowajca zamarli, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Nawet przy zamkniętych drzwiach i skupieniu na przepisach, Etta zawsze wiedziała, co dzieje się w sercu jej domu.
Komentarze
Prześlij komentarz