Wielki Wyścig na Mszystej Górce

Jantar i Tuk siedzieli na szczycie Mszystej Górki, gapiąc się na dwie identyczne, dorodne szyszki świerkowe. 

– Moja jest szybsza, bo ma bardziej opływowe łuski – stwierdził Tuk, poprawiając swoją zieloną czapeczkę. 

Jantar machnął puszystym ogonem, o mało nie zrzucając obu zawodników ze startu.

– Moja jest cięższa, więc nabierze większego pędu! Zakład o trzy najsłodsze jagody? 
Tuk kiwnął głową i na trzy-cztery pchnęli szyszki w dół zbocza. Wyścig był zacięty! Szyszka Tuka zwinnie omijała wystające korzenie, a szyszka Jantara taranowała kępy mchu niczym mały czołg. 
Nagle... puk! Szyszka elfa odbiła się od kapelusza starego borowika i wystrzeliła w górę, lądując prosto w gęstym krzaku paproci. Szyszka liska natomiast wpadła do nory myszy leśnej, która natychmiast wystawiła zaspany pyszczek, wyraźnie oburzona taką nagłą dostawą drewna opałowego. 

Jantar i Tuk spojrzeli po sobie, a potem wybuchnęli śmiechem tak głośnym, że aż spłoszyli parę sójek. 
– No i masz, nikt nie wygrał – westchnął Jantar, wycierając łzy z pyszczka.
– Wręcz przeciwnie – uśmiechnął się Tuk, wyciągając z torby dwa suszone plasterki jabłka. – Wygraliśmy najszybszy wyścig sezonu. A jagody i tak zjemy razem.
Zeszli ze wzgórza ramię w ramię, planując już rewanż – tym razem z użyciem suchych liści dębu jako lotni. 

Komentarze