Wyścig o marchewkowe złoto

To była jedna z tych chwil, kiedy cisza na Leśnej Polanie trwała dokładnie trzy sekundy – tyle czasu zajęło liskowi Jantarowi i zajączkowi Kuleczce ustawienie się na linii startu, którą Dziadek Sylwion wyznaczył swoim wielkim butem w mchu.
– Zasada jest prosta! – zawołał Sylwion – Biegniemy do Starego Dębu, okrążamy go trzy razy, kłaniamy się nisko pani Elowen, jeśli akurat wywiesza pranie, i wracamy tutaj! Nagrodą jest marchewkowe ciasto Babci Etty!
Na hasło „ciasto” Kuleczka aż podskoczył, a jego długie uszy zakręciły się jak śmigła helikoptera. Jantar natomiast, dumny ze swojego puszystego, rudego ogona, przyjął pozę godną najszybszego drapieżnika w kniei.
– Start! – ryknął Sylwion, a czapka poleciała w górę.
I wtedy się zaczęło! Kuleczka nie biegł – on po prostu zamienił się w futrzastą kulę, która odbijała się od ścieżki  jak kauczukowa piłeczka. Jantar, z językiem na wierzchu, pędził tuż obok, próbując zachować lisią elegancję, co było trudne, bo co chwilę wpadał w poślizg na mokrym mchu.
– Hej, Jantar! Twój ogon działa jak hamulec! – zakrzyknął zając, robiąc w locie efektowne salto.
– To nie hamulec, to stabilizacja aerodynamiczna! – odszczeknął zdyszany lisek, tnąc zakręt przy Starym Dębie tak ostro, że omal nie strącił gniazda os.
Przy drugim okrążeniu dębu zaczęły się schody. Miś Baryłka, zwabiony zapachem ciasta, postanowił sprawdzić, co to za hałas, i niechcący usiadł na samym środku trasy. Kuleczka, nie tracąc impetu, odbił się od miękkiego brzucha misia jak od trampoliny, przelatując mu nad głową z okrzykiem zwycięstwa. Jantar nie miał tyle szczęścia – wpadł prosto w objęcia Baryłki, który mruknął zadowolony: „O, ciepły szaliczek!”.
– Puszczaj, Baryłko! Wyścigi! Ciasto! – piszczał Jantar, przebierając łapami w powietrzu.
Zanim lisek się wyplątał z niedźwiedziego uścisku, Kuleczka był już na ostatniej prostej. Ale zając, pewny wygranej, zaczął robić „pokazówkę” – stanął słupka i zaczął czyścić pyszczek. To był błąd! Jantar, napędzany wizją marchewkowego ciasta, wystrzelił jak ruda strzała i rzutem na taśmę, minął linię mety o milimetr przed uszami zdębiałego zająca.
– Mamy remis! – ogłosił Sylwion, ocierając łzy ze śmiechu. – Jantar był szybszy nosem, ale Kuleczka uszami!
Babcia Etta wyszła z kuchni z wielką blachą ciasta. Nawet Baryłka dostał "nagrodę pocieszenia" w postaci piętki chleba z miodem, żeby nie czuł się pominięty w tej leśnej sztafecie.
Jantar i Kuleczka, padli obok siebie w mchu, sapiąc radośnie.
– Rewanż za tydzień? – wychrypiał lisek.

– Tylko tym razem bez trampoliny z misia! – odsapnął zając, wgryzając się w marchewkową nagrodę. ✨🦊🐰🍰🌿 

Komentarze