Kiedy Sylwion uchylił ciężkie, dębowe drzwi, zapach suszonej lawendy i pieczonych jabłek uderzył go z siłą, która zawsze kazała mu brać głębszy oddech. Etta stała tyłem do niego, pochylona nad swoim wielkim, magicznym zeszytem z przepisami, który leżał rozłożony na stole obok mąki i garści rodzynek.
Zatrzymał się w progu, nie chcąc mącić tej chwili. Światło zachodzącego słońca wpadało przez okno, kładąc się złocistą smugą na jej ramionach i zaplecionych siwych włosach.
Dla kogoś obcego, kto przechodziłby obok Domu pod Wiązami, Etta mogła wydawać się starszą kobietą o spracowanych dłoniach. Ale Sylwion nie widział zmarszczek wokół jej oczu ani srebra w jej warkoczu. On widział tę samą młodą elficką dziewczynę, która sto lat temu śmiała się do niego nad brzegiem Srebrzystego Strumienia, plotąc wianki z jaskrów.
„Sto lat – pomyślał, uśmiechając się pod nosem. – A ja wciąż czuję to samo drżenie w sercu, gdy odwraca głowę”.
Dla niego czas nie miał tu władzy. Widział blask w jej oczach, który był tak samo czysty i głęboki jak wtedy, gdy pierwszy raz obiecała mu, że zbudują wspólny świat w Krainie Mchu i Paproci. Widział lekkość w jej ruchach, gdy sięgała po słoik z przyprawami, i tę samą, niezmienną od wieku, czułość, z jaką wygładzała róg starego obrusa.
Etta poczuła jego obecność. Odwróciła się powoli, a na jej twarzy wykwitł uśmiech, który dla Sylwiona był jedynym światłem, jakiego potrzebował, by przetrwać najmroźniejszą zimę.
– Długo cię nie było, Sylwionie – powiedziała cicho, wycierając dłonie w lniany fartuch.
Podszedł do niej bliżej, kładąc srebrny lampion na stole, ale jego wzrok wciąż był utkwiony w niej.
– Sto lat to krótka chwila, by nasycić oczy twoim widokiem, Etto – odparł, a w jego głosie pobrzmiewała ta sama nuta zachwytu, co przed wiekiem. – Przez całą drogę z targu myślałem o tym, że dla mnie wciąż pachniesz poranną mgłą i pierwszymi liśćmi buku. Nic się nie zmieniło.
Etta zaśmiała się cicho, a ten dźwięk przypomniał mu brzęk kryształowych dzwonków na wietrze. Położyła dłoń na jego policzku, a on przymknął oczy, czując, że czas w Domu pod Wiązami rzeczywiście stanął w miejscu.
Byli tu tylko oni dwoje – dwoje elfów, którzy oszukali przemijanie, znajdując wieczność w małych, codziennych gestach i zapachu świeżego chleba.



Komentarze
Prześlij komentarz