Ambroży, ani słowa więcej!

Wieczór w Karczmie pod Pijanym Świetlikiem zapowiadał się spokojnie. Sylwion, zmęczony po całym dniu strugania w drewnie, marzył tylko o kuflu piwa i krótkiej partyjce w kości. Tyle że przy jego stole siedział też Ambroży Pukawka – a Ambroży i „spokój” to słowa, które w jednym zdaniu występują tylko z zaprzeczeniem.

- Mówię ci, Sylwionie, to najnowszy wynalazek krasnoludów z Północy! — krzyczał podekcytowany Ambroży, wyciągając ze swojej torby miedziany przedmiot przypominający pękatą trąbkę. - „Gwizdek Przywoływacz”. Jeden dmuch i wszystkie pstrągi z rzeki same wyskakują na brzeg, prosto do koszyka!
Sylwion, wycierając pianę z wąsów, spojrzał sceptycznie na urządzenie.
- Ambroży, ostatnim razem, gdy testowałeś „wynalazek”, pająk Teodor musiał przez trzy dni naprawiać swoją sieć, bo wpadł w nią latający kocioł. Odłóż to.
Ale Ambroży już nabrał powietrza w płuca.
- Tylko jedno małe „puk!”... dla nauki! - wykrztusił i dmuchnął z całych sił.
Zamiast jednak melodyjnego dźwięku, z gwizdka wydobył się potężny, basowy ryk, który brzmiał jak kichnięcie smoka. Cała karczma na chwilę zamarła. Świetliki w lampach spanikowały i zaczęły świecić na wściekły fiolet, a pęki suszonych ziół pod sufitem zawirowały jak szalone.
Nagle drzwi karczmy otworzyły się z hukiem. Ale zamiast pstrągów, do środka wpadło... stado leśnych gęsi, które najwyraźniej pomyliły dźwięk gwizdka z wołaniem swojej królowej. 
- Na wszystkie jagody świata! - krzyknął karczmarz, próbując osłonić bar przed chmarą białych skrzydeł.
W karczmie wybuchł radosny chaos. Gęsi zaczęły gonić krasnoludów pod stołami, Ambroży próbował „odgwizdać” zaklęcie, co tylko sprawiło, że ptaki zaczęły tańczyć synchronicznie, a Sylwion... Sylwion, widząc, że jedna z gęsi właśnie wylała jego piwo, westchnął ciężko i zaczął się śmiać.
— Ambroży, gratuluję! — zawołał, unikając machnięcia skrzydłem. — Pstrągów brak, ale jeśli chciałeś zorganizować największy bal drobiu w historii Lasu, to właśnie ci się udało!
Gdy w końcu udało się wyprowadzić honorowych gości z powrotem na polanę, Sylwion i Ambroży musieli spędzić resztę nocy na szorowaniu podłogi pod czujnym okiem rozwścieczonego karczmarza.
- Następnym razem - mruknął Sylwion, wyżymając ścierkę - po prostu pójdziemy na ryby z normalną wędką.
Ambroży, ocierając twarz z gęsiego pierza, uśmiechnął się niewinnie.
- Mam w kieszeni jeszcze „Automatyczny Skrobak do Łusek”... Chcesz zobaczyć?
- Ambroży, ani słowa więcej!

Komentarze