Ambroży i plotki mandragory

To miał być zwyczajny spacer po zioła na poranną herbatę. Ambroży Pukawka kucał właśnie przy starej paproci, gdy usłyszał piskliwe mamrotanie dochodzące prosto spod jego buta.

— ...no i mówię wam, sowa Syrla wcale nie pilnuje magii, ona po prostu przysypia na gałęzi i udaje mądrą, żeby Lioriel jej nie wygoniła! A słyszeliście o Barnabie? Ten chomik wcale nie robi zapasów na zimę, on po prostu urządza sobie w norze prywatną wystawę fistaszków, których nikomu nie daje nawet powąchać!
Ambroży zamarł. Odgarnął kępę mchu i zobaczył sprawcę zamieszania. Pod korzeniem starego dębu siedział mały, powykręcany korzonek mandragory z buzią, która nie zamykała się ani na sekundę.
— O, doktorze! — pisnął korzeń, mrużąc małe oczka. — Dobrze, że jesteś. Wiedziałeś, że lisek Jantar ukrył twój stetoskop tylko dlatego, że chciał sprawdzić, jak szybko potrafisz biegać w tych swoich za dużych butach? A widziałeś firanki u Etty? Sylwion twierdzi, że są krzywo o trzy milimetry, ale Etta mu powiedziała, że jak mu się nie podoba, to może sobie uszyć własne z pajęczyny! Co za emocje, co za dramat!
Ambroży westchnął ciężko i poprawił okulary, które ze zdziwienia zsunęły mu się na czubek nosa.
— Słuchaj no, mały przyjacielu — zaczął, starając się zachować powagę. — Rozmowa to zdrowie, ale plotkowanie o firankach i fistaszkach to już lekka przesada. Nie masz nic lepszego do roboty?
— Lepszego? — obruszył się korzonek. — A wiedziałeś, że Tuk wcale nie pije kawy, tylko barwi wodę sokiem z jagód, żeby wyglądać doroślej przed fankami na Facebooku? Albo to! Abeja podobno dogadała się z pszczołami, że będą produkować miód o smaku szarlotki, żeby Sylwion przestał zaglądać do spiżarni Etty...
Ambroży wiedział, że musi działać natychmiast, zanim ten mały plotkarz zacznie opowiadać o tym, ile doktor naprawdę zjada ptysiów podczas nocnych dyżurów. Sięgnął do torby i wyciągnął zawiniątko od Etty.
— Zrobimy tak — powiedział Ambroży, odwijając puszystego ptysia z górą białego kremu. — Ja ci dam to pyszne ciastko, a ty w zamian zajmiesz się jedzeniem zamiast wygadywaniem sekretów. Umowa?
Oczy korzenia zrobiły się wielkie z zachwytu.
— Ptyś? Za milczenie? Doktorze, jesteś genialny! — pisnął, po czym z radosnym mlaskaniem wgryzł się w biały krem.
Ambroży uśmiechnął się pod nosem i ruszył dalej. Wiedział, że ma spokój przynajmniej na godzinę. Bo jak uczy medycyna: na każdy nadmiar plotek najlepszy jest solidny kęs dobrego ciasta.

Komentarze