Ciasto, które ma nogi

Po obiedzie Etta upiekła ciasto jagodowe. Postawiła je na oknie, żeby odetchnęło, a pachniało tak cudownie, że zapach momentalnie wypełnił całą polanę.

Sylwion właśnie wrócił z warsztatu. Wszedł do kuchni, ocierając ręce o fartuch. Uśmiechał się szeroko.
– Etta, czy ty wiesz, że to ciasto ma nogi? – zapytał, mrużąc oczy.
– Sylwionie, nie żartuj. Ciasto to ciasto, na pewno nie ma żadnych nóg – mruknęła, zajęta zagniataniem chleba.
Popołudniowe słońce wpadało do kuchni szerokim snopem, tańcząc w drobinkach mąki, które wciąż unosiły się w powietrzu. Etta, ocierając czoło lnianą ściereczką, z satysfakcją spojrzała na puste okno. Jagodowe ciasto, jeszcze przed chwilą dymiące i pachnące tak obłędnie, że mogłoby obudzić nawet najbardziej zaspanego misia, zniknęło.
Przy oknie stał Sylwion. Nie wyglądał na zmartwionego. Wręcz przeciwnie – śmiał się cicho, trzęsąc ramionami i wskazując palcem gdzieś wysoko, w stronę koron starych drzew.
Na najniższej gałęzi sękatego wiązu, tuż nad ich domem, przycupnęła kuna Lola. W pyszczku ściskała największy, najbardziej puszysty kawałek jagodowego szczęścia, jaki można sobie wyobrazić. Ciemny, fioletowy sok kapał jej powoli na kremowe futerko pod szyją, a ona mrużyła oczka z czystej rozkoszy.
– No i widzisz, moja Droga? – Sylwion odwrócił się do żony, a w kącikach jego oczu tańczyły wesołe ogniki. – Mówiłem ci przecież, że to ciasto ma nogi. I to, jak widać, nogi całkiem szybkie i bardzo zwinne!
Etta powoli wyszła na ganek. Oparła dłonie na biodrach, wygładzając fartuch, i spojrzała najpierw na radosną kunę, a potem na swojego męża, który z trudem powstrzymywał kolejny wybuch śmiechu. Udawała surową, ale słońce odbijające się w jej oczach zdradzało, że gniew jest ostatnią rzeczą, o której myśli.
– Skoro tak, Sylwionie... – westchnęła, choć kącik jej ust niebezpiecznie drgnął w górę. – Następnym razem upiekę ciasto z kamieni i twardych korzeni. Zobaczymy, czy wtedy też tak chętnie pobiegnie do lasu. I czy Ty będziesz mu tak samo głośno kibicował.
Sylwion tylko mrugnął do niej porozumiewawczo. Wiedział doskonale, że w kuchni Etty kamienie zamieniają się w najsłodsze przysmaki, a on sam... cóż, on zawsze będzie kibicował wszystkiemu, co wywołuje ten piękny uśmiech na twarzy jego żony.

Komentarze