W kuchni Etty panował dziś niezwykły harmider. Mała Miriol, z językiem lekko wysuniętym z kącika ust w najwyższym skupieniu, próbowała odmierzyć idealną ilość mąki z pyłku paproci. Na czubku jej nosa widniała już biała plamka, a złote włosy, mimo starań Etty, wymykały się spod lnianej opaski.
Dziś był wielki dzień. Miriol postanowiła zmierzyć się z legendą – przepisem Pani Elowen na „Ciasteczka Leśnego Echa”.
– Pamiętaj, słonko – szepnęła Etta, podając jej świeży, pachnący lasem tymianek. – Pani Elowen zawsze mówiła, że to nie piec piecze ciasteczka, ale radość tej, która miesza ciasto. Jeśli będziesz się uśmiechać, one naprawdę zaczną śpiewać w piekarniku.
Miriol pokiwała głową z powagą godną dorosłej gospodyni. Wsypała listki tymianku do moździerza i zaczęła je ucierać, czując, jak po kuchni rozchodzi się zapach ziemi i słońca. Wyobrażała sobie, jak Pani Elowen – guru kulinarne całego królestwa – zerka na nią przez ramię i potakuje z aprobatą.
Kiedy pierwsze uformowane ciasteczka wylądowały na blaszce, do kuchni zajrzał Sylwion, zwabiony nadzieją na „oblizanie miski”.
– Czy to te słynne śpiewające ciastka? – zapytał, mrużąc oczy. – Bo jeśli tak, to muszę nastroić uszy!
Miriol zaśmiała się, i dmuchnęła w dziadka mąką z rączki– Jeszcze nie śpiewają, Dziadku! Na razie tylko szepczą o tym, że będą pyszne.
Gdy blacha wjechała do pieca, Miriol usiadła na niskim stołeczku, wpatrując się w ogień. Wiedziała, że tymianek od Etty, przepis od Pani Elowen i jej własna radość stworzą coś więcej niż deser. Stworzą moment, dla którego warto się spotkać przy wspólnym stole.





Komentarze
Prześlij komentarz